sobota, 5 grudnia 2015

Medicine-nowy blog


Jutro Mikołajki cieszycie się?
Mam dla was prezent, czyli nowy blog. Tym razem postawiłam na wampiry.
Zapraszam na medicine-fanfiction.blogspot.com :)

niedziela, 4 października 2015

Chapter thirty-three (ostatni)


Renesmee Pov's

Jesienny wiatr twarz dmuchnął mi w twarz, gdy z impetem otworzyłam drzwi prowadzące do sali uroczego blondyna. Nawet nie myślałam, że kiedyś znaczne mu współczuć kiedyś będę się o niego martwić jak o nikogo innego. Inni ludzie z pewnością nie zrozumieliby mojego zachowania. Ja po części również go nie rozumiem, ale czuje, ze robię dobrze. Mówi się, żeby iść za głosem serca,więc właśnie to robię. Moje serię prowadzi do wychudzonej osoby niezwykle przystojnego chłopaka, dla którego moje serce jest w stanie wybaczyć mu każdą krzywdę, którą poczułam od jego osoby, każdą złość, każde spojrzenie, każdy dotyk, każde niewłaściwe posunięcie. Na samą myśl przypomniało mi się jak spod szkoły zabierali go do radiowozu. Jego mina... Długo nie potrafiłam jej zapomnieć i co dziwne nadal mam ją przed sobą. Wyrażała poczucie bezradności, poczucia winy. Wiedziałam wtedy, że żałuję. Tak prawdziwie. Już nic nie udawał, tak jak kiedyś jak próbował pokazać swoją dobrą stronę, a zaraz potem stawał się tym samym zranionym chłopakiem, pełnym emocji, których nie mógł z siebie wydusić.
Szybkim krokiem stanęła przed recepcją. Starałam się zachowywać spokój, jednak emocje były wymalowane na mojej twarzy.
Młoda kobieta, gdy mnie zauważyła bez żadnego pytania wskazała drzwi prowadzące do nowej sali, gdzie znajdował się chłopak. Posłałam jej ciepły uśmiech. Poprawiając szybko torebkę, niepewnym krokiem stanęła przed salą o numerze 2. Nie bałam się już jego, bałam się jego reakcji. Bałam się, że znowu sobie zrobi krzywdę. Może go dziwne, ale czułam z nim silną więź. Jakby nierozłączną. Coś sprawiało, że musiał am być blisko. Otworzyłam z delikatnie drzwi. Nawet nie niego nie spojrzałam, bo zobaczyłam kogoś zupełnie innego. Osobę, której nie potrafiłam teraz spojrzeć w oczy. Jego brązowe loki delikatnie opadły na twarzy, kiedy spojrzał w moim kierunku, . Poczułam nieopanowany strach i wstyd. Spanikowana wybiegłam z przed jego wzroku i biegnąc przed siebie, schowałam się przy automacie w drugim korytarzu. Nie wiem czy wiedział, ale czułam jego obecność, jednak bałam się spojrzeć mu w oczy. Bałam się, że mnie znienawidzi.
— Renesmee — Jego ciepły oddech znalazł się tuż przy mojej twarzy.
Chłopak ukucnął przed moją osobą, i delikatnie zgładził moje ramię, muskając je opuszkami palców.
— Przepraszam, Harry — wy mlaskałam, chowając głębiej twarz między kolanami.
Słyszałam, że cicho wzdycha, a jego palce znajdują się tuż przy moim podbródku. Już po chwili sprawił, że napotkałam na sobie jego zielone tęczówki.
— Aniołku, za co ty chcesz mnie przepraszać, co? — Końcem rękawa wytarł z moich policzków spływające łzy, a moje kruche dłonie, schował w swoich.
— Zawiodłam cię, Harry. Wiem, to.
Chłopak cicho westchnął. Puścił moje ręce, przez co myślałam, że jest na mnie zły. Faktycznie tak było, ale ni tak jak mi się to wydawało.
— To twoje uczucia słoneczko. Jeżeli masz być szczęśliwa z nim, zrób to. Wtedy i ja będę szczęśliwy, będę wiedział, że każdego ranka obudzisz się i będziesz potrafiła się uśmiechnąć. Nic więcej się dla mnie nie liczy. Nigdy cię nie zostawię słonko. Możesz być tego pewna. Cokolwiek postąpisz, zaakceptuje to.
Przez jego słowa, cała się rozpłynęłam. Harry to najcudowniejsza i najwspanialszą osoba pod słońcem jaką kiedykolwiek poznałam. Jest aniołem. Najprawdziwszym aniołem.
— Hej, czemu płaczesz? — zapytał, przytulając mnie do swojego torsu.
— Kocham cię Harry — wyszeptałam mu do ucha, lecz on się tylko uśmiechnął, lecz po chwili mogłam usłyszeć jego melodyjny głos.
— Ja ciebie też słoneczko. — Spojrzał w moim kierunku.
— Chcesz się z nim zobaczyć? — zapytał. Momentalnie pokiwałam głową. Byłam pewna, bo wiedziałam, że mam przy sobie osoby, które zaakceptują moja decyzje. Może nie wszystkie, ale mam garstkę przyjaciół, których wiem, ze będę miała przy sobie, do póki coś lub ktoś nas nie rozłączy.
Złapałam za dłoń, którą podał mi Harry i podniosłam się do pozycji stojącej, powoli podążając za uśmiechniętym chłopakiem.
- Nie śmiej się tak Styles - warknęłam do rozbawionego chłopaka.
- Cieszę się twoim szczęściem, więc mogę, Estebes. - Otworzył na oścież drzwi prowadzące do sali Louisa, sam wychodząc na zewnątrz. " Jak coś jestem na zewnątrz'' - wyszeptał.
Wzięłam głęboki oddech i uchyliłam drzwi, tak że widziałam go tylko ja. Chłopak wyglądał lepiej, jednak nadal był cały blady, a stan jego zdrowia pokazywały pikające obok maszyny. Wzrok miał utkwiony w sufit, tak że nie było szans, żeby nasze spojrzenia się spotkały.
Trochę ochłonęłam i postawiłam pierwszy krok w stronę chłopaka. Usłyszał to i momentalnie spojrzał w kierunku drzwi. Po wzroku widziałam, że był zaskoczony moją obecnością. Chyba nie spodziewał się takiego kroku z mojej strony.
- Renesmee... - wydukał cichutkim głosem, lecz po jego tonie słyszałam, że był wzruszony.
Niepewnie złapałam za krzesłom i usiadłam przy jego osobie. Widziałam jego smutny uśmiech. Bałam się, że zaraz wybuchnę płaczem, ale tym razem ze szczęścia. On żyje... Musiał mnie słyszeć.
- Nie sądziłem, że kiedyś przyjdziesz, Rene. - Próbował podnieść się do pozycji siedzącej, jednak mu to uniemożliwiłam.
- Nie powinieneś się przemęczać. - Założyłam blond kosmyk za ucho i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. - Ponownie ułożył się na łóżku i spojrzał w moim kierunku.
- Dziękuję, że tutaj jesteś Renesmee. To dla mnie bardzo wa... - Nie zdążył dokończyć, gdyż mu przerwałam.
- Wybaczam ci, Louis - powiedziałam stanowczo, a on przybrał grobową minę. Był zaskoczony moim wyznaniem. Niepewnie wyciągnęłam w jego stronę dłoń i przyłożyłam do jego. Byłam mocno zestresowana. Bałam się, że teraz mnie odepchnie, jednak on splątał nasze dłonie i przyłożył ją do swoich ust, delikatnie muskając.
- To najlepsza wiadomość jaką mogłem usłyszeć Renesmee. Dziękuję, że do mnie przyszłaś. Dziękuję, że zatrzymałaś mnie na ziemi. Moje serce bije już tylko do ciebie. Byłem idiotą. Cholernym idiotą. Sądziłem, że to nigdy się nie stanie, a jednak siedzisz tutaj i jesteś ze mną. Siedzisz tu i posyłasz mi swój uroczy uśmiech. Dziękuję. Jestem teraz twoim dłużnikiem i chyba nigdy nie będę mógł ci tego wynagrodzić. — Gdy kończył, kurczowo uścisnęłam mocniej jego dłoń, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Zrozumiałam, że znaczy dla mnie coś więcej. Coś czego jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam. Czy to właśnie ta miłość, o której wszyscy w kółko gadają? Jak tak to już wiem dlaczego.
— O czym myślisz, księżniczko? — zapytał a ja się zarumieniłam. Bałam się, że mnie wyśmieje jak mu powiem.
— O miłości — wyszeptałam, szybko spuszczając głowę w dół i zatapiając wzrok w szarych kafelkach.
Dłoń chłopaka natychmiast mnie puściła i znalazła się przy moim podbródku. Uniósł go do góry, tak żebym napotkała na drodze jego błękitne tęczówki.
— I co, wymyśliłaś coś? — zapytał powoli zbliżając się do mojej twarzy. Przeczuwałam co się zaraz wydarzy, jednak byłam pewna, że tego chcę. Byłam bardzo zdenerwowana, ale wyczekiwałam tej chwili, kiedy zasmakuję tego prawdziwego uczucia.
— Że chyba właśnie ją czuje — powiedziałam, przygryzając przy tym wargę, a chłopak schował kosmyk moich włosów za ucho, lekko przygryzając jego płatek.
— Ja chyba też księżniczko. — Zrobiłam pytający wyraz twarzy, a chłopak się zaśmiał.
— Chyba też to czuję.
Złapał w swoje dłonie moją twarz i delikatnie zetknął się z moimi ustami, po chwili się od nich odrywając.
— Kocham cię — powiedział, tym razem zachłannie wpijając się w moje usta.

The end

Hej, wiem minęło półtora miesiąca, ale musiałam zakończyć tą historię nie ma bata. No i szczęśliwy happy end. Czy Renesmee postąpiła dobrze, sama nie wiem. Louis ją skrzywdził, ale jest tak dobrym człowiekiem, że postanowiła mu wybaczyć. Może nie chciała mieć go na sumieniu, a przy okazji poczuła coś więcej? Oceńcie to sami. Przeżyłam wspaniałe 10 miesięcy. Dziękuję wam. Na dniach dodam szczegóły zakończenia bloga.
Dziękuję wam, że byliście. 
Kocham was.
Do zobaczenia, Ola.
W planach mam jeszcze wiele pomysłów na blogi, więc jak chcecie to wyczekujcie tutaj linków.
Aktualnie prowadzę http://criminal-fanfiction-nh.blogspot.com/, więc miło byłoby was tam zobaczyć.
:') Ja nie płaczę... Eh to oczy mi się pocą. Nie chcę się żegnać. :(

Zajrzelibyście jeszcze na bloga koleżanki http://zyciejestsuperzyj.blogspot.com/ i dodali od siebie co nie co? Będzie wam bardzo wdzięczna.
No to cóż.
Dziękuję wam za wszystko.
Do zobaczenia.
Ola

A i jeszcze jedno. Niech każdy kto to przeczyta, niech skomentuje. Chciałabym wiedzieć ile was było. :) I napiszcie kto był waszą ulubioną postacią. Ja całym sercem byłam z OLIM <3 I Hazzą <3 No i Renesmee <3

niedziela, 20 września 2015

Notka

Hej, wiem zawaliłam na całej lini. Minął miesiąc i nic nie dodaję. Macie prawo być źli, ale jest to spodowowane pójściem do liceum. To nowa sytuacja, więcej nauki i próbuję się ogarnąć. Postaram się dodać coś w najbliższych czasie. Prawdopodobnie będzie to ostatni bądź przedostatni post na tym blogu. Zbliżamy się już do końca opowiadania.
Tymczasem zapraszam was na http://criminal-fanfiction-nh.blogspot.com/ ( Ps. Mam tam napisane rozdziały na zapas, więc pojawiają się one regularnie. Żeby nie było, że tam coś piszę, a tutaj nie.)
Do kolejnego rozdziału. Maybe w weekend.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Problems, they joind us - Nowy blog


Cześć wszystkim, to jeszcze nie rozdział. Chciałabym was zaprosić na moje nowe opowiadanie o Niall'u Horanie, który wcieli się w opiekuńczego pełnego problemów z przeszłości chłopaka, pomagającego skrzywdzonej dziewczynie.

Link: http://criminal-fanfiction-nh.blogspot.com/

wtorek, 18 sierpnia 2015

Chapter thirty-two

Notka pod rozdziałem!

Renesmee Pov's

      Zdesperowana podążałam zatłoczonymi ulicami. Latarnie uliczne właśnie zgasły, a słońce zajęło ich miejsce. Byłam już w połowie drogi do Louisa i cały czas zastanawiałam się czy dobrze robię. To co się wydarzyło... Skrzywdził mnie, ale po części go rozumiem. Kierował się uczuciami. Miłością do swojej siostry. Cieszę się, że nie poznam, nigdy biologicznych rodziców. Czuję do nich niechęć i nienawiść. Zrobili coś, gorszego niż Louis. Bardziej mam pretensje do nich niż do Tomlinsona. Miał szansę pokazać, że nie jest zły. Widzę, że się zmienił i choć nadal się boję, jestem gotowa stawić czoła strachowi, który we mnie jest i nie chce odejść.
      Otworzyłam na oścież drzwi psychiatryka. Po poprzednim razie, wiedziałam, gdzie się kierować. Przywitałam się z recepcjonistką i przeszłam przez zaciemnione drzwi, w głąb korytarza. Dziwiłam się ciągłą ciszą. Weszłam w znajome mi drzwi, lecz nigdzie nie zastałam ani Louisa, ani innej żywej duszy.
      Zdziwiona wróciłam do recepcji i czekałam aż młoda kobieta zakończy rozmowę.
— Słucham? — usłyszałam piskliwy głos blond piękności, o bladej karnacji.
— Szukam Louisa Tomlinsona.
Wyraz twarzy dziewczyny diametralnie się zmienił. W skupieniu czekałam aż przetrawi w sobie odpowiedź, lecz gdy tak się nie stało, ponowiłam prośbę.
— Nie mogę udzielać informacji osobom do tego nieupoważnionym — usłyszałam po długim oczekiwaniu.
Coś musiało się stać. Coś złego. Czułam to.
— Proszę, to bardzo ważne. Jestem mu coś winna.
— No dobrze — powiedziała i nabazgrała coś na karteczce, podając mi ją do ręki.
— Co to jest? — zapytałam zdziwiona. — Adres szpitala, w którym przebywa pan Tomlinson. 
   Wybiegłam z budynku, nie pytając się o resztę szczegółów. Truchtem, znalazłam się na najbliższym przystanku i zdenerwowana wsiadłam, w podjeżdżający autobus.
      Denerwowała mnie nawet najcichsza muzyka, brzdąkanie czy nawet kichnięcie. Znowu to zrobił. Znowu wtargnął się na swoje życie, przeze mnie. Wysiadłam przy szpitalnym budynku i wbiegłam zdenerwowana do recepcji. Nie chciałam czekać, wbiegłam na pierwszy oddział. Akurat go przewozili. Leżał nieprzytomny. Był taki bez życia, cały blady, opatulony kołdrą.
Schowałam się w korytarzu i gdy lekarz wyszedł, wtargnęłam do pomieszczenia. Był nieprzytomny.
Podbiegłam do chłopaka. Złapałam za taboret przy szafce nocnej i ustawiłam go obok łóżka chłopaka.
— Louis słyszysz mnie? — zapytałam, lecz nie zastałam odpowiedzi, Zakryłam usta ręką i wydobyłam z siebie cichy szloch.
          — Ty musisz żyć. Rozumiesz? Musisz walczyć.
Wydobyłam z siebie tonę łez i usłyszałam skrzypienie drzwi. To pielęgniarka.
         — Kim pani jest? Nie można tutaj przebywać — usłyszałam. Kobieta odłożyła tackę z lekami i dotknęła mojego ramienia.
—  Jeżeli nie jest pani z rodziny, musi pani wyjść. — Pokiwałam głową i wstałam na równe nogi, kierując się w stronę wyjścia. Chciałam wyjść, jednak na chwilę wróciłam do chłopaka.
— Wybaczam ci Louis. Wszystko ci wybaczam — wyszeptałam wprost do jego ucha i wyszłam z sali nie odrywając wzroku od ciała chłopaka.
Wyszłam na zewnątrz szpitala i cała roztrzęsiona wybrałam numer do Nialla.
— Hallo, Renesmee, czemu nie odbierałaś? Martwiłem się.
— Przyjedziesz po mnie? — wydukałam przez łzy.
— Coś się stało? Zrobił ci coś?
— Nie, po prostu przyjedź pod szpital, proszę.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i w skupieniu czekałam na blondyna. Jeżeli on się nie wybudzi, nie wybaczę sobie tego. On się zmienił, zrobił to. Nie wiedział co robi, raniąc mnie. Był chory. To nie jego wina,
Horan podjechał z piskiem opon i od razu rzucił się w moim kierunku.
— Wszystko dobrze? — zapytał, głaszcząc mnie po plecach.
— Nic nie jest dobrze, Niall.
***
Przez weekend do nikogo się nie odezwałam, nie spałam, nie jadłam. Cały czas myślałam tylko o tym, czy Louis przeżyje. Czułam się wszystkiemu winna. Miał dobre chęci, a ja go od tak odtrąciłam.
Usłyszałam pukanie do drzwi, które otworzyły się na oścież.
— Hej, Reni, trzymasz się jakoś? — zapytał zmartwiony Oliver.
— Jakoś tak — odparłam i poczułam jak pode mną ugina się materac. Ręka chłopaka wylądowała na moich plecach i delikatnie je głaskała.
— To mogło się zupełnie inaczej potoczyć, Oliver. Nie leżałby tam teraz walcząc o życie.
— Spojrzałam w jego kierunku i wtuliłam się w tors chłopaka.
— Oliver, to złe, że mu wybaczyłam? — zapytałam.
— Nie, skarbie. To bardzo odważna decyzja. Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam. — Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i wykrzywiłam twarz w smutnym uśmiechu.
— Dziękuję, Oliver i jednocześnie przepraszam za wszystko. Z wszystkie kłamstwa.
— Dlaczego mówisz jakbyś się żegnała?
— Sama nie wiem, Oliver. Wszystko się popsuło. Czuje się tak jak wtedy. Źle.
— Będzie dobrze, Rensemee.
— Obiecujesz? — zapytałam. Oliver chwilę się zastanowił, po czym przytaknął głową.
— Obiecuję.

***

Po wyjściu Olivera ułożyłam się na łóżku i skupieniu czekałam na powrót dziewczyn. Usprawiedliwiły mnie udawaną chorobą, przez co musiałam udawać obłożnie chorą. Przekręciłam się na lewy bok i poczułam głośne wibracje, wydawane przez mojego smarthphona. Zauważyłam nieznany numer. 
— Słucham? — zapytałam.
— Czy rozmawiam z Panią Renesmee Estebes?
— Tak, w czym mogę pomóc?
— Pan Louis Tomlinson wybudził się ze śpiączki i chciałby się z panią widzieć.

Hej, Wiem, zawaliłam na całej lini. Nie było mnie ponad 3 tygodnie. Kompletnie nie miałam pomysłu na rozdział, więc wyszło właśnie coś takiego. Bardzo wasz przepraszam. Wiem, że dwie osoby nadal czekają. Nie wiem co zresztą. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zostaniecie do końca, jeśli nie postaram się zrozumieć.
Skomentujcie rozdział, proszę. Chcę wiedzieć, ile z was jeszcze tutaj zostało.
Buziaki, Ola D.

   



sobota, 15 sierpnia 2015

informacja


Cześć, przepraszam, że tyle czasu nie ma rozdziału. Tak naprawdę nie wiem dlaczego. Jakoś nie mogłam zabrać się za jego pisanie. Często teraz wychodzę, a w nocy jestem padnięta.
Rozdział 32 pojawi się na dniach. Mam go już zaczętego, więc do wtorku maksymalnie powiniec być.

Wasza Ola.
Ps. Nie długo pewnie wam podań link do nowego opowiadania, które jest w trakcie pisania.


poniedziałek, 27 lipca 2015

Chapter thirty-one


*Niall*

Jechałem z niedozwoloną prędkością, ale nie to się teraz liczyło. Renesmee była w tarapatach, a nie mam pewności, że Louis wyszedł ze swojej psychozy. Oliver nerwowo tupał nogami. Był tak samo zdenerwowany jak ja tą całą sytuacją, jednak wkurzyło mnie też zachowanie Renesmee. Jak mogła doprowadzić się do takiego stanu? Ktoś inny mógł ją skrzywdzić, a mnie by tam nie było. Zaparkowałem przy barze z piskiem opon i wybiegłem z auta za Parkerem.
— Jeżeli ją wykorzystałeś gnoju... — warknął Oliver, ale go powstrzymałem od dalszej wymiany słów. Podszedłem do bladej przyjaciółki i sprawdziłem jej stan. Była cała rozpalona. Wziąłem ją w swoje ramiona. Blondynka na chwilę się przebudziła, lecz zaraz z powrotem wróciło pod opieki Morfeusza. Włożyłem ją do samochodu z pomocą Olivera i rzuciłem się na Louis'a.
— Co tu robiłeś? Śledziłeś ją? — zapytałem, a gdy chłopak nic nie odpowiadał przyłożyłem mu z całej siły w policzek. Lekko odskoczył. Myślałem, że zaraz wybuchnie, lecz zachował powagę.
— Musiałem się przejść. Gdyby nie ja zapiłaby się na śmierć — krzyknął.
Może pochopnie go osądziłem, lecz nadal nie wiem czy jej nie skrzywdził, a Renesmee i tak nie będzie tego pamiętać.
— Dotknąłeś jej? 
— Nie.
— Przyrzeknij? — przycisnąłem go do ściany i zakneblowałem by nie mógł się poruszyć.
— Zostaw go! — usłyszałem za sobą piskliwy głos dziewczyny. Puściłem chłopaka i spojrzałem na wysoką szatynkę. Widziałem błysk w jej błękitnych oczach.
— Nie zrobił nic niestosownego, oprócz wyciągnięcia jej z dołka. 
— Skąd to wiesz?
— Byłam przy całym zajściu — odpowiedziała stanowczym głosem, po którym wyczułem, że nie kłamie.
Odetchnąłem z ulgą. Mina Olivera również przybrała cieplejszych odcieni. Głupio mi, że podejrzewałem własnego przyjaciela o takie świństwo, ale nie pozostawił mi wyboru.
— Przepraszam stary — powiedziałem, ale chłopak odszedł i zniknął w ciemnościach otaczających nas dookoła. Brunetka zrobiła to samo. Bezradny wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Oliver zatrzasnął za sobą drzwi, widocznie przytłoczony tą sytuacją.
Nie odezwał się ani słowem. W sumie też nie miałem ochoty na rozmowę. Zerknąłem z ukosa na Renesmee. Tyle problemów sprawia ta dziewczyna, ale nie dziwię się po tym co przeszła.

Wspomnienie

Odprowadziłem wzrokiem biegnącą Renesmee. Było mi jej bardzo szkoda, ale  jeżeli chciała być sama, rozumiem to.
Wróciłem do Louisa. Jednak zanim przekroczyłem próg zastałem nietypowy widok. On płakał. Dlaczego?
— Jestem idiotą Niall. Cholernym idiotą, ale ja naprawdę nie wiedziałem co robię tej niewinnej dziewczynie. Targała mną nienawiść. Tak bardzo kochałem siostrę... Próbowałem się na kimś wyżyć... Boże co ja zrobiłem!
Usiadłem na łóżku obok Louisa, jednak ten odkręcił się tyłek i schował pod bielą poduszek i kołder. Zostawiłem go samego. Pewnie teraz tego potrzebuje, tak jak Renesmee.


* Renesmee *

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Był weekend, na szczęście, bo na pewno nie dałabym rady iść dzisiaj na zajęcia. Przeciągnęłam się mocno. Nie byłam u siebie. Zerwałam się na równe nogi i zastałam się z jęknięciem Nialla.
— Nie musisz po mnie chodzić Rey.
— Prze-przepraszam — zająkałam się i wróciłam z powrotem na łóżko.
— Co się wczoraj wydarzyło, Niall? — zapytałam, a chłopak cicho się zaśmiał.
— Zabalowałaś dziewczyno — powiedział, a ja dostałam prześwitów pamięci. Louis...Jego blond czupryna...
" — Coś ty z siebie zrobiła— biła? " 
W moich oczach wezbrały się łzy.
— Kotek co się stało? — usłyszałam, jednak nie miałam ochoty na rozmowę. Louis mnie uratował. Muszę mu podziękować i pomóc. Jeżeli naprawdę próbował się zabić potrzebuje wsparcia. Wiem, bo też owego potrzebowałam, ale ja miałam Harry'ego. On nie ma nikogo.


Hmm? Taki sobie rozdział, ale nie miałam jakoś na niego pomysłu.
Pan Tomlinson chyba naprawdę się zmienił...
I chyba dobrze, choć lepiej mi się opisywało tego agresywnego... Ehh... No trudno... Chyba nie długo skończę to opowiadanie, bo nie ma potrzeby go ciągnąć w nieskończoność, poprzez nudne rozdziały, ale tymczasem jeszcze jakiś czas zostaję. Na pewno jeszcze kilka rozdziałów się pojawi, nie bez tego, ale mam dużo pomysłów na inne opowiadania i są w trakcie przygotowań, więc jak będą gotowe to dodam tutaj link'a.
To do następnego. :)

piątek, 24 lipca 2015

Chapter thirty


 Gdybym powiedziała, że mnie to nie obchodzi, skłamałabym. Jeszcze przez chwilę próbowałam przetworzyć słowa Nialla. Po jego zachowaniu mogłam rozpoznać, że nie żartował.
— I co ja mam z tym wspólnego Niall? — zapytałam, a chłopak wypuścił moje ręce z uścisku. Włożył z powrotem papierosa i zauważyłam jak zaraz potem wyłania się z niego stróżka dymu.
— Niall. Odpowiedz mi! — powiedziałam a chłopak spojrzał na mnie załzawionymi oczami.
— Zrobił to, bo nie może wybaczyć sobie tego co  zrobił tobie — wyszeptał, po czym wyrzucił papierosa z ust. Zaklepał go nogą i zawrócił w stronę szkoły. Zostawił mnie samą. Z moimi myślami. Czy to możliwie, że Louis się zmienił? Dlaczego targnął się na własne życie? 
 Wróciłam do szkoły i skierowałam się do pokoju. Położyłam się na łóżku, ale nie potrafiłam zasnąć. Słowa Nialla mną wstrząsnęły i nie pozwoliły mi na sen. Około czwartej, po cichu zjechałam windą i skierowałam się do pokoju blondyna. Mieszkał sam, więc mogłabym tylko jego obudzić. Zastukałam kilkakrotnie i po jakimś czasie, w drzwiach ujrzałam zaspanego Horana w samych bokserkach.
— Renemeee? — Podrapał się po głowie. — Co ty tu robisz? — wydukał głośno ziewając.
— Możemy porozmawiać? — zapytałam, a chłopak gestem ręki zaprosił mnie do środka. Usiadł na kanapie i pozbierał kupę ubrań, by zrobić mi miejsce.
— Coś się stało? — zapytał. Zauważyłam, że już się rozbudził i czekał ze zniecierpliwieniem na moją odpowiedź. Nabrałam powietrza do ust i spuściłam głowę, wpatrując się w kurz na podłodze.
— Nie mogę spać, po tym co mi powiedziałeś. — Chłopak cicho westchnął i zbliżył się w moim kierunku i złapał mnie za dłoń.
— Wiem, że nie mogę cię do niczego zmuszać Rey, ale jak chcesz możesz ze mną jechać go odwiedzić. Na pewno teraz tego potrzebuje — posłał mi smutny uśmiech, a mi zaparło dech w piersiach. Chyba nie jestem gotowa ns taki wielki krok. Nie zaufam Louisowi. Znając jego może to być tylko głupia gierka.
— Muszę się z tym przespać Niall — powiedziałam i wstałam na równe nogi, kierując się do wyjścia.
— To chyba za dużo jak na jeden dzień... Do jutra — pożegnałam się i zniknęłam za werandą. Nie skierowałam się jednak do łóżka. Zaparzyłam sobie zieloną herbatę i całą noc rozmyślałam. Czy to będzie chore jeżeli go odwiedzę?
Oparłam brodę o rękę. Upiłam ostatni łyk herbaty i położyłam się do łóżka tak aby nie obudzić dziewczyn. Pochłonął mnie sen. Był to wspomnienie, za czasów gdy byłam więziona.
***
 Następnego dnia wstałam wypoczęta. W głowie wszystko mi pulsowało. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Dziewczyny już były dawno na nogach, gdy ja w tym czasie drzemałam.
— Dzień dobry śpiąca królewno — Ujrzałam przed sobą obraz uśmiechniętego Niall'a.
— Cześć — wydukałam i wyciągnęłam się, głośno ziewając.
Chłopak się zaśmiał i dał buziaka w policzek.
— Wyjdźmy na zewnątrz — wyszeptał mi do ucha i schował kosmyk moich blond włosów za ucho.
Pokiwałam mu głową i zwinnym ruchem podążyłam do łazienki by się ogarnąć. Ubrana zbiegłam na dół, gdzie czekał na mnie blondyn.
— Podjęłaś decyzję? — zapytał, opierając się o framugę czerwonego auta.
— Pojadę tam — Musiałam włożyć w to wiele wysiłku by tak zadecydować. Byłam taką osobą, że nie potrafiłam odmówić. Jeżeli faktycznie chciał się zabić, to nie chcę by zdarzyło się to po raz kolejny, nawet jeżeli wyrządził mi w życiu tyle krzywd.
 Wsiadłam razem z Horanem do środka i odjechaliśmy z podjazdu szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu, nie jechaliśmy w stronę komendy, a do szpitala psychiatrycznego.
— Boję się Niall — wyszeptałam, zerkając w stronę chłopaka. Chłopak na chwilę się zatrzymał w jakimś lesie i spotkał się z moim wzrokiem.
— Nie stanie ci się żadna krzywda. Nie pozwolę na to — posłał mi sztuczny uśmiech i przejechał opuszkami palców po moim policzku, zmazując spływające łzy.
— Nie płacz Rene. — Pokiwałam głową, a on oderwał ode mnie wzrok i skupił się z powrotem na drodze. Byliśmy już blisko, aż za bardzo. Chciałam się wycofać, ale nie mogłam tego zrobić. Muszę być silna, choć to dla mnie zbyt trudne.
Zauważyłam, że parkujemy na parkingu przed ogromnym budynkiem, a Niall okrąża samochód, by otworzyć drzwi od strony pasażera.
— Nie bój się. Idź za mną. — Złapał mnie za rękę i zaprowadził do środka. Szłam dorównując mu temps.
W recepcji dowiedzieliśmy się, gdzie znajdziemy Tomlinsona i skierowaliśmy się stronę metalowych drzwi. Za zgodą ochroniarza zostaliśmy wpuszczeni do środka. Wzięłam głęboki oddech, a Niall otworzył drzwi i otworzył je na całą szerokość. Chłopak leżał odwrócony tyłem. Miał zabandażowane nadgarstki i uda, a na kołdrze zauważyłam, że została jeszcze krew. Blondyn spojrzał na mnie.
— Okey? — wyszeptał z zapytaniem.
Pokiwałam mu głową i weszłam do środka, chowając się za Horanem.
— Siema stary — Niall nim zakołysał, a chłopak się przebudził cicho jęcząc.
— Niall co ty tu robisz?
Odkręcił się w naszą stronę. Gdy mnie zauważył w jego oczach wezbrały się tony łez.
— Renesmee...— Złapał ze mną kontakt wzrokowy.
— Nie, Niall ja nie mogę.
Wybiegłam z budynku i kucnęłam opierając się o ścianę. Niall za mną przybiegł i przytulił mnie do siebie.
— Chcę być teraz sama, nie idź za mną, proszę — powiedziałam, a bezradny chłopak zrobił mi miejsce. Potrzebowałam teraz spokoju i zapomnienia. Skierowałam się w stronę pobliskiego baru i zamówiłam pierwszego drinka.
***
Mijały godziny, a ja byłam już nieźle pijana. Tego właśnie potrzebowałam.
— Doleje pan jeszcze. — Barman cicho się zaśmiał i dolał mi kolejnego.
— Dziękuję — wydukałam i już miałam upijać kolejny łyk, ale poczułam ciepłe ramiona oplatające mnie w pasie.

Louis POV's

Po dzisiejszym spotkaniu z Renesmee potrzebowałem dużo do przemyślenia. Podziwiałem ją, że przyszła do mnie. Nieważne, że uciekła. Musiała się nad tym długo zastanawiać. Przecież byłem zwykłym dupkiem. Teraz to wiem, ale wtedy nie za bardzo do mnie to docierało. Potrzebowałem żądzy zemsty za to co stało się mojej siostrze.
Za zgodą psychiatrów, pozwolili mi się przewietrzyć. Cały czas miałem przed sobą jej przestraszoną twarz. Bała się mnie. Jestem cholernym idiotą, że zrobiłem jej tyle krzywd. Już nigdy jej nie skrzywdzę i nikogo innego. To by była wielka głupota, a tamten Louis to nie ja. Już nie.
Przeszedłem koło znanego mi baru w okolicy. Jak zwykle było w nim pełno ludzi, lecz jedna osoba zwróciła specjalnie moją uwagę. Kurwa, Renesmee. Zdenerwowany wbiegłem do budynku. Była nachlana i ledwo trzymała się już na nogach.
— Coś ty z siebie zrobiła — wyszeptałem i przerzuciłem ją przez ramię.
— Nie zapłaciła — krzyknął barman,
Sięgnąłem do tylnej kieszeni i rzuciłem mu dwudziestodolarowy banknot i wyciągnąłem z kurtki dziewczyny telefon, by zadzwonić do Horana. Położyłem ją na ławce przed barem i wybrałem numer do przyjaciela.
— Renesmee?
— Jest totalnie nachlana. — Usłyszałem jak jak Niall przeklina w nerwach.
Spojrzałem w stronę dziewczyny, a blondynka lekko zadrżała. Instynktownie ściągnąłem z siebie kurtkę i przykryłem nią dziewczynę.
— Tylko ją tknij, a odetnę ci jaja. — Usłyszałem zamykane drzwi i warkot silnika.


Hej, witam po dłuższej przerwie. Mam nadzieję, że rozdział się choć trochę spodobał i w końcu macie perspektywę Louisa. No i rozdział jest trochę dłuższy od pozostałych. :)
Następny w poniedziałek. Udanego weekendu. :)



czwartek, 16 lipca 2015

Chapter twenty-nine



Cały dzień byłam rozkojarzona. Nie potrafiłam na niczym skupić. Po zajęciach wybrałam się z dziewczynami na zakupy. Zbliżały się święta, więc postanowiłyśmy rozejrzeć się za prezentami dla najbliższych. Wsiadłyśmy w pierwszy autobus i dotarłyśmy nim do centrum Nowego Yorku.
— Renesmee? — usłyszałam głos Kylie. Spojrzałam w jej kierunku i zrobiłam pytający wyraz twarzy.
— Jak się czujesz?
— Bywało lepiej — prychnęłam.
Nie miałam już siły rozmawiać na ten temat, który prowadził do tego, że się staczam. Szatynka nie zapytała o nic więcej i razem z Maią pochłonięte zakupami ruszyły przodem. Ja zostałam w tyle. Potrzebowałam ciszy, żeby wszystko sobie przemyśleć.
Ulice były dzisiaj bardzo zatłoczone. Czasami trudno było się gdzieś przepchać. Mnóstwo turystów zwiedzało dzisiaj okolice, przez co było jeszcze ciężej dostać się do kas. Kolejki były kilometrowe.
W ciszy zwiedziłyśmy kilka sklepów z akcesoriami i wybrałyśmy kilka drobiazgów. Kupiłam ozdobny wieszak dla mamy, a dla taty zawieszkę na kluczyki. Nie w sosie wróciłam do akademika i od razu rzuciłam się na łóżko. Dziewczyny spojrzały na mnie przejętym wzrokiem, a ja opatuliłam się kołdrą i pochłonęłam swoimi myślami. Stałam się taka jak wtedy kiedy to wszystko się zaczęło. Z powrotem zamknęłam się w sobie.
— Robimy pidżamową imprezę — wyskoczyła po chwili Kylie, zadowolona ze swojej decyzji. Jej radosna aura unosiła się po całym mieszkaniu.
— Nie będę wam przeszkadzać — powiedziałam. — Przenocuję w hotelu.
— Renesmee... — westchnęła cicho Maia.
— Pobawisz się i zapomnisz... Choć na chwilę. Wiem, że jest ciężko, ale odcinanie się od świata, niczego nie załatwi. Proszę, daj sobie pomóc — Usiadła koło mnie i potarła delikatnie moje plecy. Miała rację. Muszę być silna. Jego nie ma. Zabrali go.
— Dobrze niech będzie — powiedziałam, a Kylie klasnęła w obie dłonie.
— Wracasz do żywych, Estebes.
***
Gdy wybiła dwudziesta pierwsza w progu zjawił się Oliver, ale i Niall. Gdyby chciał coś złego zrobić, już dawno by to zrobił. Starałam się nie bać w jego obecności. Sprawiał osobę miłą. Wydawał się nie groźny.
— Cześć — przywitał się blondyn, spoglądając na mnie ze współczującym wzrokiem. Domyśliłam się, że chodziło o sytuację z rana.
— Cześć — odpowiedziałam, a chłopak cmoknął mnie w policzek.
— Jest okey? — wyszeptał mi do ucha, a ja przytaknęłam.
Chłopak odsunął się ode mnie i ostatni raz na mnie spojrzał, po czym wszedł do środka. Usiadł koło Kylie , a Maia włączyła " Uprowadzoną".
Usiadłam na podłodze i zamyślona oparłam głowę o nogi blondyna. Były ciepłe, więc nagrzewały mnie od tyłu.
Zauważyłam, że brunetka jest wtulona w jego tors. Uśmiechnęłam się do chłopaka. Zrozumiał o co chodzi, więc odwzajemnił uśmiech.
W połowie filmu wyszedł odebrać telefon. Kylie już słodko chrapała, więc położył ją na łóżku i przykrył kocem. Maia spała oparta o Olivera, natomiast ja w skupieniu oglądałam film. Uprowadzona... Taka jak ja. Wszystko znowu powracało. Wytarłam pierwszą spływającą łzę i gdy wrócił Horan udawałam, że nic się nie wydarzyło.
— Możemy porozmawiać? — zapytał.
Miał poważny wyraz twarzy. Poprosił, abym z nim wyszła. Założyłam kurtkę i powędrowałam z blondynem na dziedziniec szkolny. Oparł się o murek i zapalił jednego papierosa.
— Chcesz? — zapytał.
Nigdy nie paliłam jednak wyciągnęłam jednego szluga. Chłopak zapalił mi końcówkę, a ja zaciągnęłam się dymem. Cicho zakaszlałam. Nie potrafiłam tego robić, więc musiałam coś zrobić nie tak. Wyrzuciłam papierosa, na co chłopak się zaśmiał, jednak chwilę później spoważniał.
— Louis... — zaczął, a po moim ciele przeszły dreszcze.
— Nie, nie chcę o nim rozmawiać — powiedziałam i miałam wracać, jednak chłopak złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął z powrotem.
— Louis próbował popełnić samobójstwo.



Jest kilka spraw. Po pierwsze rozdział jest niesprawdzony. Nie mam laptopa, gdyż jest oddany do naprawy i piszę na telefonie. Nie mogę też komentować, gdyż na nie których blogach czytanych na telefonie tak mam. 

Następna sprawa. Pojutrze wyjeżdżam u wracam prawdopodobnie w środę. Rozdział pojawi się dopiero po wyjeździe.
No i mamy nowy szablon. Dziękuję za niego Pauli z 18th-street-jbff.blogspot.com. Prawdopodobnie zostanie już do końca opowiadania. 
Do 30.
Enjoy :*

poniedziałek, 13 lipca 2015

Chapter twenty-eight


 On wrócił - pomyślałam i oparłam się o umywalkę w łazience na pierwszym piętrze. Jego obraz cały czas widniał mi przed oczami. Zapamiętałam jego podpuchnięto oczy i lekko potargane włosy, a na sobie miał czarne spodnie i biały t-shirt, z nieznanym mi nadrukiem. 
Odgarnęłam do tyłu blond kosmyki i kucnęłam, opierając się o ścianę. Miałam być silna, ale gdy wiem, że tu jest nie potrafię. Dlaczego on mi to robi? Wróciłam. Pragnęłam zacząć wszystko od początku, ale on mi to uniemożliwiał. Sprawia, że się go boję. Mój koszmar powrócił. Podjęłam złą decyzję. Wyjęłam z kieszeni telefon i miałam wybrać numer do Harry'ego, lecz dźwięk otwieranych drzwi uniemożliwił mi to. Podskoczyłam ze strachu, a telefon upadł na ziemię. Zauważyłam potłuczoną szybkę. Osoba weszła do środka. Oliver.
- Trzymasz się jakoś? - zapytał i opatulił mnie swoimi ramionami. Wtuliłam się w jego ciepły tors i napawałam się jego nowym zapachem. Nie wiem dlaczego, ale przy nim potrafiłam się uspokoić. Szybko wyplątałam się z jego rąk i schowałam twarz w dłoniach.
- Boję się - wyszeptałam i wybiegłam z łazienki i usiadłam na pobliskiej ławce. 
- Nie zrobi ci nic. Wrócisz ze mną na lekcję? - zapytał brunet i wyciągnął w moją stronę dłoń. Uchwyciłam jej część i podążyłam za chłopakiem do sali. Przekroczyłam jej próg i od razu złapałam z nim kontakt wzrokowy. Nie śmiał się, nie uśmiechał. Jego twarz nie wyrażała nic.
- Chodź. Usiądziesz ze mną. - Oliver wyszeptał mi do ucha, a ja zajęłam obok niego miejsce w ławce. Cały wykład udawałam przed sobą, że go tu nie ma, ale on był. Czułam na sobie jego wzrok, ale gdy spoglądałam w jego kierunku, on na mnie nie patrzył. Może sobie po sobie coś wymyśliłam, ale to przez to, że nie działał dobrze na moją psychikę. Czy już zawsze będę się tak czuła w jego obecności. Teraz widać jakie krzywdy mi wyrządził i ile ran pozostawił na mojej osobie. Gdy usłyszałam dźwięk dzwonka od razu wybiegłam z sali, nie zwarzając na krzyki przyjaciół. Musiałam być sama. Wyszłam na zewnątrz i schowałam się pod ogromną wierzbą, nieopodal budynku szkoły. Oparłam się o silną korę i napawałam się zimnym powietrzem, srogiej zimy. Dawała mi siłę, której teraz potrzebowałam, tak jak wtedy, kiedy bił mnie, znęcał się nade mną. Przypomniałam sobie kilka scen.

— Wstań — rozkazuje, a ja robię to co mi każe. I tak nie zdołam już uciec. Dokładnie zamknął drzwi w piwnicy. Oparł mnie o ścianę i powoli sunął moją spódnicę, przez co przeszły mnie dreszcze. Szybko pozbył się również moich majtek.
— Pierwszy raz? — pyta, a ja od razu kiwam głowę,
— To dobrze przynajmniej zapamiętasz, że był to najgorszy raz.

- Mała suko przypominam o jutrze. - warknął po jakimś czasie do słuchawki, a ja lekko zadygotałam i przyjęłam prostą postawę.
- Odezwij się kurwa! - krzyknął do słuchawki. Czułam satysfakcję, z tego że się wkurzył. Szkoda, że na żywo nie jestem tak odważna. - pomyślałam i cicho westchnęłam.
- Ja-ja pamiętam. - za jąkałam się i poczułam ulgę, gdy ton jego głosu zmienił się o kilka decybeli. 

Wytarłam łzy, które towarzyszyły mi przy wspomnieniach. Nie miłych wspomnieniach, które odebrały mi część mojego życia i zawładnęły nim na jakiś czas. Oparłam wierzch głowy o korę i oplotłam się rękoma, czując chłód, który przeszedł przez moje ciało, powodując dreszcze. Zatrzęsłam się lekko i zamknęłam delikatnie oczy, by nie myśleć o zimnie.
- Idź lepiej do szkoły. Przeziębisz się - usłyszałam nad sobą czyjś głos. Podniosłam głowę i ujrzałam jego.
- Zostaw mnie - powiedziałam i podniosłam się do pozycji stojącej. Miałam wrażenie, że zaraz mnie uderzy, ale tak się nie stało.
Naparłam bardziej na drzewo. Mój oddech stał się nie równy.
- Chciałem przeprosić, Renesmee - powiedział, a ja spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. On udaje. Zaraz pewnie wybuchnie. To niemożliwe, żeby przyszedł tu tylko przeprosić. Niemożliwe.
Podszedł bliżej mnie.
- Nie zbliżaj się - warknęłam i wybuchłam nie pohamowanym płaczem i uciekłam z miejsca. Nie mogłam dać się znów oszukać. Dalej się go bałam i nic tego nie zmieni. Sam do tego doprowadził.
- Renesmee, zaczekaj - krzyknął, ale ja nie dawałam za wygraną i biegłam przed siebie. Słyszałam, że on też za mną biegnie, więc przyspieszyłam. Przez potknięcie upadłam, przez co dałam rywalowi się dogonić.
- Nie rób mi nic, proszę - spojrzał na mnie i sam się rozpłakał. 
Już nic z tego nie rozumiałam. Zauważyłam policję, która podeszła do Louisa i go zgarnęła.
- Czas wracać - powiedzieli, a Louis nie stawiał oporów. Spojrzał na mnie ostatni raz i wsiadł do samochodu z komisarzami.
- Renesmee - usłyszałam głos Olivera.
Podał mi rękę i podał wstać.
- Nic ci nie zrobił? - zapytał, a ja pokiwałam przecząco głową. Spojrzałam w miejsce, gdzie stał samochód, ale już go nie było. Wszystko to co się dzisiaj wydarzyło, nie umiem tego wyjaśnić. On... nie zachowywał się tak. Czy on naprawdę płakał, czy tylko udawał. Co by się nie działo, nie mogę mieć już z nim nic wspólnego. Nie po tym wszystkim, co mi kiedyś zrobił.
- Chodźmy do środka. Zimno tu. - zaproponowałam i oboje poszliśmy na drugą lekcję. 

Jak tam po weekendzie? Wakacje lecą strasznie szybko. Co myślicie o panie Tomlinsonie?
Piszcie w komentarzach i do CZWARTKU.
Kocham was :)




czwartek, 9 lipca 2015

Chapter twenty-seven


W tamtej chwili promieniowałam szczęściem. Gdy odkleiłam się od Mai, od razu rzuciłam się na pozostałych znajomych. Oboje opatulili mnie swoimi ramionami i nie chcieli ich ode
 mnie oderwać.
- Tęskniłam za wami - wyszeptałam im do uszu, po czym się od nich odkleiłam. - Chodź do samochodu. Wszyscy już na ciebie czekają - powiedziała Kylie i pociągnęła mnie za rękę, kierując w stronę czerwonego vana.

***

Jakiś czas później znaleźliśmy się pod szkołą. Poproszona przez Olivera na rozmowę od razu się zgodziłam, choć domyślałam się jaki temat będzie poruszony. Zaprosił mnie do swojego mieszkania, gdzie na stoliku czekały na nas dwie gorące herbaty. Usiadłam na przeciwko niego i złapałam w dwie dłonie szklankę, by móc się nagrzać.
- Dlaczego wyjechałaś? - Postawił sprawę jasno. Oderwałam się od napoju, by oprzeć się o skórzaną kanapę w pokoju chłopaka.
- Musiałam Oliver. - W moich oczach zebrało się tony łez. Koszmar wracał, ale wiedziałam, że muszę być silna. Tyle czasu spędzonych na przemyśleniach, nie może zepsuć mojego nowego rozdziału w życiu. Muszę o tym jak najszybciej zapomnieć.
- Czy ktoś powie mi do cholery co tu jest grane? - warknął Oliver i wstał z miejsca. Nie panował nad sobą. 
- Zniknęłaś ty, Kylie i Niall. A Louis jest w więzieniu. Co z wami nie tak? Skoro go już nie było to po co uciekałaś co? Jesteś tchórzem, Renesmee. Nie dałaś nawet znaku życia.
Widać, że mu ulżyło, gdy wydusił to wszystko z siebie. W końcu mógł odetchnąć z ulgą. Nie wiadomo ile to trzymał w sobie, ale to nie dawało mu spokoju. 
- Oliver uspokój się - powiedziałam szeptem, a on zrobił o co poprosiłam. Usiadł na przeciwko mnie i odwrócił ode mnie wzrok. Nie nawidził mnie. Tak mi się wydaje.
- Louis'owi udało się uciec z więzienia. Porwał mnie. - Spojrzał na mnie przejętym wzrokiem. Widziałam w jego oczach, że jest mu głupio.
- Gdzie jest teraz?
- W więzieniu. Z powrotem go zamknęli - powiedziałam, a Oliver podszedł do mnie i mocno mnie do siebie przytulił.
- Przepraszam, Renesmee. Poniosło mnie.
- Nic się nie stało. Skąd mogłeś wiedzieć. - Spojrzałam mu w oczy, a on się do mnie uśmiechnął. 
- Wybaczysz mi?
- Już to zrobiłam Oliver. 
- Co z Niallem? - zapytałam z ciekawości, po chwili ciszy, którą sami wywołaliśmy.
- Chodzi do szkoły. Zmienił się. 
Ciekawe jak Kylie się czuje. Pożegnałam się z Oliverem, by szybko znaleźć się w swoim pokoju. Byłam ciekawa Kylie. Dziewczyna promieniała szczęściem, gdy weszłam do pokoju. Niall też tam był. Zamknęłam drzwi i na jego widok, schowałam się w drugim kącie. Strach wrócił, tam szybko. Teraz zastanawiam sie, czy powrót był dobrą decyzją.
- Renesmee? - usłyszałam głos Niall'a, gdy zauważył mój strach, pożegnał się z Kylie i opuścił pokój. Odetchnęłam z ulgą.
- Co on tu robił? - zapytałam, a przyjaciółka usiadła na łóżku.
- Jest przyjacielem, Renesmee. Nie zrobił mi nic. Przetrzymywał mnie i w tym czasie znaleźliśmy wspólny język - powiedziała, a ja zrobiłam zdziwioną minę.
- Niall nie jest taki jak Louis. Uwierz mi. Nie zrobi ci krzywdy - powiedziała, uspakajającym tonem, a ja zajęłam miejsce obok niej. Było już późno, więc obie szykowałyśmy się do spania. Maia wróciłam dopiero jak spałyśmy. Dużo się zmieniło. Zbyt dużo.

***

Przez tydzień zdążyłam już trochę przywyknąć  do nowej sytuacji. Codziennie spotykaliśmy się w czwórkę i pół dnia spędzaliśmy na wykładach, a wieczorami zakuwaliśmy do testów.
Zaczesałam włosy w kucyka i nałożyłam różowy błuszczyk na usta, przyglądając się efektowi po drugiej stronie lustra. Zadowolona skierowałam się do windy, gdzie czekała reszta znajomych.
— Cześć wszystkim — przywitałam ich zbiorowym przytulasem i wszyscy wsiedliśmy do windy. Zjechaliśmy na pierwsze piętro i skierowaliśmy się do sali, gdzie czekała na nas pani profesor z Irlandii. Zasiedliśmy w oddzielnych ławkach i czekaliśmy aż wybije punkt dziesiąta, by zacząć zajęcia. Kobieta na chwilę opuściła gabinet. Zauważyłam, że poza salą znajduje się funkcjonariusz policji, który teraz zamieniał dialog z niewysoką brunetką od biologii.
— Wiecie co tu robi policja? — zapytała Kylie, a wszyscy chórkiem odpowiedzieliśmy zbiorowe "nie". Gdy kobieta wróciła do środka, mój wzrok powędrował w stronę uchylonych drzwi. Może mam zwidy, ale mogłabym przysiąc, że widziałam Louisa. Dziwne.
Czułam, ż mój strach powraca i nie myliłam się. Po paru minutach do środka wszedł Tomlinson. Moje serce od razu przyspieszyło. Bałam się, że zaraz wybuchnę płaczem.
— Nie pozwolę cię skrzywdzić — wyszeptał Oliver, a ja wybiegłam z sali.


I mamy kolejny rozdział. Jak się podoba? Szkoda, że tak mało was teraz komentuje. :( Tak jak mówiłam wrócił Louis. Zmienił się? Wszystko w następnych rozdziałach. No i wrócił Oliver. :)
Enjoy xx

poniedziałek, 6 lipca 2015

Chapter twenty-six


Zapięłam suwak od kurtki i złapałam za rączkę biało-czarnej walizki, spoglądając z ukradka na rodziców. Nie byli zadowoleni, że znowu tam wracam, jednak musiałam od tego wszystkiego uciec. Myśli zaczęły mnie już przygnębiać,a samotność irytować.
— Jesteś zdecydowana? — zapytała rodzicielka, owijając moją szyję ciepłym bawełnianym szalikiem. Spojrzałam na nią przelotnym spojrziem, po czym odwróciłam wzrok, by nie musieć spoglądać na jej zmartwioną minę. To jasne, że się o mnie bała, ale nie mogę żyć wiecznie w klatce. Odepchnęłam jej ręce, a ta wręczyła mi czapkę z frendzlami, do pary własnej roboty.
— Już podjęłam decyzję, mamo — wyszeptałam, a kobieta opuściła ręce w bezradności.
— Boję się o ciebie — wyszeptała i rzuciła się w moim kierunku, mocno wtulając w zewnętrzną stronę puchowej kurtki.
— Uważaj na siebie. Proszę.
— Dobrze mamo — ucałowałam ją w skroń, a kobieta niepewnie się ode mnie odsunęła. Złapałyśmy szybko ze sobą kontakt wzrokowy. Na myśl o rozstaniu z oczu wypłynęły mi pojedyncze łzy. Wahałam się do ostatniej chwili. Ze względu na mamę. Ojciec wyjechał do pracy w Niemczech. Jest tu zupełnie sama...
Poczułam wibracje w tylnej kieszeni czarnych spodni. To Harry.
— Pospiesz się. Zaraz masz samolot — usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.
— Dobrze. Już schodzę — powiedzałam szybko i rozłączyłam się by ostatni raz spojrzeć na przybraną matkę.
— Do widzenia mamo.
Pomachałam jej i szybko zniknęłam za drzwiami. Nie miałam ochoty dłużej oglądać jej zapłakanej twarzy. Zbyt dużo w życiu uroniłam łez, by po raz kolejny całkowicie się rozkleić.



Harry czekał już na mnie za kierownicą. Wsiadłam na miejsce pasażera, a Lokowany nie czekając chwili dłużej odpalił silnik i skręcił do miasta w kierunku lotniska. Naparłam plecami na siedzenie. Harry nucił coś pod nosem. Nurtowała mnie ta ciągła cisza.
— Harry? 
— Coś się stało mała? — zerknął na mnie z ukosa, po czym powrócił wzrokiem na drogę. 
—Nie. Po prostu... Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Gdyby nie ty, nie wiem czy udało mi się stanąć znowu na nogi. Dziękuję.
Zauważyłam jak się pod nosem uśmiecha, jednak nic nie odpowiedział. W ciszy dojechaliśmy na lotnisko. Za dosłownie kilka minut miałam samolot, więc nie czekając chwili dłużej, pobiegłam w stronę bagażnika, wyrzucając z niego wszystkie bagaże. Złapałam za ich uchwyty i już miałam kierować się do wejścia, kiedy zatrzymał mnie Harry.
— Poczekaj. Nie pożegnałem się — wyszeptał, a ja rzuciłam się mu na szyję. Z trudem powstrzymywałam narastające we mnie łzy.
— Gdybym tylko mógł chronił bym cię całe wieki, Renesmee. Będę tęsknił. 
Zauważyłam jego cichy szloch. Zamoczył mi prawie cały rękaw kurtki, ale to nie było teraz istotne. Odegrał ważną rolę w moim życiu. Bardzo się do niego przywiązałam. A teraz? Muszę się z jim żegnać.
— Ja też, Harry.
— Co ty też? — zapytał chłopak, odrywając się ode mnie.
— Też będę za tobą tęsknić.
Usłyszałam w głośnikach, że mój samolot zaraz oodlatuje. Spojrzałam na Harry'ego. Próbował być silny, ale nie do końca mu się to udawało.
— Gdyby coś się działo, natychmiast dzwoń. Dobrze? 
Pokiwałam głową na wznak i pomachałam mu na pożegnanie. Skierowałam się w stronę samolotu. Z bólem w sercu, pożgenałam się z domem. Samolot ruszył. W tym czasie, ucięłam sobie krótką drzemkę. Musiałam odetchnąć. Od tego wszystkiego. Od życia. Złapałam głęboki oddech i przymknęłam lekko powieki, szybko zapadając w mocny sen.

***
Przebudziłam się kilka godzin później, obudzona przez stewardessę.
— Już jesteśmy — pounformowała mnie, a ja zerwałam się na równe nogi i ustawiłam się w kolejce po bagaże.
— Renesmee — usłyszałam wyczyrywane imię i podeszłam by zabrać manatki. Pociągnęłam je za sobą i skierowałam w steonę wyjścia. Nie wierzyłam własnym oczom, gdy ujrzałam ich wszystkich w komplecie. Cała teójka stała przede mną w radosnych nasteojach, a gdy mnie ujrzeli, rzucili się w moim kierunku.
— Witaj na starych bagnach — usłyszałam głos Mai, która od razu rzuciła się w moim kierunku.

Hej, witam w kolejnym rozdziale. Minęło sporo czasu, bo ponad dwa tygodnie. Nie wiedziałam w ogólne co mam napisać, ale teraz już biorę się do roboty i kolejny postaram się dodać jeszcze w tym tygodniu. Louis jeszcze się pojawi w tym opowiadaniu. Możliwe, że w następnym rozdziale. Czekam na wasze opinie. Iiii dostałam się do liceum, którego chciałam, na mat-fiz-ang... :) Jeeej :))))
Dobra nie przedłużam. Do... niedługo. :P




niedziela, 21 czerwca 2015

Chapter twenty-five


Dwa miesiące próbowałam pozbierać się z koszmaru, który mnie spotkał. Każdej nocy widziałam jego, i tylko jego. Czasem z nożem, innym razem gdy mnie dotykał. Przez ten cały czas nie kontaktowałam się z nikim. Byłam zamknięta w swoich czterech ścianach i płakałam. To jedynie dawało mi szczęście płacz. Dużo schudłam, jednak nie czułam się inaczej. Dostałam też ochronę, którą został Harry.Stał się jedyną osobą, z którą mogłam szczerze porozmawiać. Rodziców się wstydziłam. Nie potrafiłam im spojrzeć w oczy, po tym co się stało, a oni mimo wielkich oporów, zgodzili się na to. Nie naciskają na mnie, a zamiast tego czekają na ten odpowiedni moment, kiedy zdołam się przełamać i wyżalić się w ich ramionach.
Ktoś zastukał do drzwi. Oderwałam się szybko od poduszki i zdenerwowana czekałam, aż drzwi się uchylą i zobaczę przybysza. Postać złapała za klamkę i wtargnęła do mojego pokoju, z tacą pełną jedzenia.
— Wejdź Harry — powiedziałam, gdyż czekał na moją odpowiednią reakcję. Nigdy nie wchodził głębiej, gdy tego nie chciałam. Zgadzał się z moją wolą i nie pozwalał jej zagłuszyć.
Lokowany wszedł do środka, stawiając tacę na szafce nocnej, nieopodal łóżka.
— Już lepiej się czujesz? — zapytał. Poczułam jak łóżko się pode mną ugina, a Harry siada na wprost, nie odrywając ode mnie swojego wzroku. Spojrzałam na niego. Nawet nie poczułam jak krople wysunęły się z pod moich powiek i zalały w całości moje policzki.
— Nadal boję się, że zaraz tu wtargnie i coś mi zrobi. Czuję wielki strach przed nim. Codziennie wodzę go. Ma złudzenie, że on tu jest i zaraz mi coś zrobi. Ja tak dłużej nie mogę. — mówiłam zrozpaczona. — Zabierz to ode mnie. Nie wytrzyma tego dłużej.
Chłopak przytulił mnie do siebie, tak że byłam wtulona do jego piersi. Długo musiałam akceptować, jego pobyt tutaj. Bałam się każdej osoby
 Nawet moich rodziców.
— On ci już nic nie zrobi Renesmee. Nie pozwolę na to — wyszeptał wprost do mojego ucha. — Jest w więzieniu. Nie ucieknie, maluchu. — Wytarł z mojego policzka, spadającą z mojego policzka.
— Zostawisz mnie samą? — zapytałam, a chłopak od razu zerwał się na równe nogi
i skierował się w stronę wyjścia.
— Zjedz obiad. Niedługo wrócę po tacę.
Zniknął za drzwiami, a ja spojrzałam na potrawę, którą zawsze lubiłam jako dziecko. Uwielbiałam opiekane ziemniaczki. Od dwóch miesięcy mama stara się je robić przynajmniej raz w tygodniu, jednak ani razu jeszcze ich nie tknęłam.
Złapałam kęs pokarmu i szybko przełknęłam. Nie miałam ochoty na jedzenie, jednak mój żołądek od dłuższego czas zaczął się buntować.
Zjadłam migiem. Harry wszedł w momencie, kiedy kończyłam jedzenie.
— Cieszę się, że w końcu zjadłaś — powiedział z uśmiechem na twarzy i zabrał ode mnie pusty talerz.
— Dzwonili ze szkoły. — Zerwałam się i usiadłam po turecku.
— Pytali się czy chcesz wrócić. Inaczej będą musieli cię wykreślić.
Spojrzał na mnie pełnym optymizmu wzrokiem. Złapałam z nim kontakt wzrokowy, jednak szybko go przeniosłam na rodziców, szperających w kuchni. Poczułam pustkę w środku. Tak bardzo mi ich brakowało. Dopiero teraz to poczułam.
— Dali ci miesiąc na decyzję — dodał.
— Oni wiedzą?
Pokiwał głową. Zrobiło mi się niedobrze na myśl o tym. Wszyscy mi pewnie współczują, a ja nie chcę tego.
— Tylko nauczyciele. Uczniowie nie mają o niczym pojęcia.
— A Oliver?
— Nie. Tylko Kylie.
— Dobrze. Będę musiała z nim porozmawiać.
Harry posłał mi ciepły uśmiech i już miał wychodzić, jednak go zatrzymałam.
— Wrócę. Ale za jakiś czas. Potrzebuje kilka dni, na przezwyczajenie się do nowej sytuacji.
— Cieszę się, że w końcu odżyjesz na nowo, Rey. — powiedział, a ja się uśmiechnęłam. Nadal jednak miałam utkwiony wzrok w stronę rodziców.
Pracowali mad czymś. Czasem zerkali w moją stronę, przez co zrobiło mi się lżej na sercu.
— Zawołasz ich? — zapytałam.
Na początku nie zrozumiał mojego zapytania, jednak po chwili zniknął za drzwiami. Widziałam jak woła rodziców, a tata wybuchł nie pohamowanym płaczem. Kierują się w stronę moich drzwi i lecą oboje w moim kierunku.
— Córeczko — wyszeptał mi do ucha i przytulił mnie do siebie, a mam mu zawtórowała.
— Kochanie, tęskniliśmy.
— Ja też za wami tęskniłam.

Trochę późno, ale w końcu mamy kolejny rozdział.
Czytasz=komentujesz
Do następnego. :****

wtorek, 9 czerwca 2015

Chapter twenty-four




Strach obleciał moje ciało. Chciałam tylko umrzeć. Nic więcej. teraz nie pragnęłam. Miałam dość Tomlinsona. Ciągłego bólu w sobie. Chciałabym odejść i nigdy więcej go nie spotkać. Nigdy. Gdy Lottie posłała mi przelotne spojrzenie, zwinęłam się w kłębek i usadowiłam na kanapie w salonie. Wiedziałam jaki los nas czeka. Blondynka nie odpuści. Jest bardzo odważna jak na swój wiek.
- Ty kretynie - wyskoczyła na niego z pięściami, gdy ten przekroczył próg mieszkania. Zdezorientowany spojrzał w moją osobę i złapał ze mną kontakt wzrokowy. Już wiedział, że jego siostra wie.
- Ty głupia szmato! - warknął w moją stronę. Lottie nie wahała się długo. Przyłożyła bratu prawym sierpowym. Tomlinson odskoczył na bok. Jego twarz przybrała inny wyraz twarzy, niż przed chwilą. Cały się palił, ze złości.
Podbiegł do mnie, odpychając Lottie na bok. Nie bał się siostry. Nie wróżyło to nic dobrego. Nadal miałam nadzieję, że jakoś na niego wpłynie, ale tak się nie stało. Podciągnął mnie za bluzkę i rzucił na szklany stół, który niemal natychmiast się potłukł. Widziałam jak dużo krwi ze mnie wypływa. Zaczęłam ryczeć jak dziecko. Lottie podbiegła do mojej osoby i złapała za moją dłoń.
- Zostaw ją. Jest nic nie wartą idiotką - warknął. Dziewczyna jednak nie ustępowała. Widząc to, rozwścieczony Tomlinson podniósł blondynkę i postawił na ziemię. Uderzył ją mocno w policzek, na co dziewczyna zapiszczała.
- Będziesz się słuchała jak do ciebie mówię, jasne?
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Louis ponownie ją przycisnął i przestraszona dziewczyna wyszeptała mu ledwie słyszalne'tak'.
- Dobrze. A więc zniknij Lottie. Nic nie widziałaś, rozumiemy się?
Tym razem szybko odpowiedziała. Nie sądziłam, że mnie zostawi, jednak ona odeszła. Opuściła dom szybciej niż do niego przyszła. Zostawiła mnie tutaj, sam na sam z potworem.
- Myślałaś, że ujdzie ci to płazem?- zapytał, a ja wlepiłam wzrok w sufit.
- Odpowiedz, do jasnej anielki - warknął, na co podskoczyłam do góry.
- Nie, Louis.
- Dobrze. Nawet bardzo dobrze.- Podrapał się po podbródku. Dosyć długo rozmyślał. Natomiast ból był coraz bardziej, nie do zniesienia. Cały czas leżałam w szkle. Louis na chwilę zniknął. Wtedy miałam czas, żeby pomyśleć. Może to już mój czas, na tym świecie? Tylko dlaczego, Bóg skazał mnie na taki los?
Nim się obejrzałam Tomlinson był z powrotem. Miał w ręku bicz. Zaczęłam się odsuwać do tyłu, jednak wpijające szkło, uniemożliwiło mi dalszą ucieczkę.
- Odwróć się! - nakazał, zbijając mnie z tropu. Widział w jakim jestem stanie. Wiedział, że nie dam rady, jednak on jest taki i nigdy się nie zmieni. Spróbowałam się przekręcić, jednak bez skutku. Widząc to, zaśmiał się pod nosem i sam pomógł mi się przekręcić. Czułam jak wszystko mnie piecze. Zawyłam z bólu, gdy usadowił mnie na 'pieska' i ściągnął do połowy spodnie.
- Nie krzycz, to potrwa to krócej.
Pokiwałam głową. Minęła minuta, zanim zadał pierwszy cios. Krzyknęłam. Wszystko mnie piekło, więc mój odruch był usprawiedliwiony. Nie dla niego. Obiecał, że będzie mocniej, więc za kolejnym razem, strzelił z podwojoną siłą. Wykrzywiłam się w łuku, jednak nie wydobyłam z siebie ani dźwięku. Czułam coraz mniejszy ból. Czy tak właśnie umrę? Ostatni raz był lżejszy, bo byłam grzeczna. Szumiało mi w uszach, świat kręcił mi się przed oczami, jednak usłyszałam wycie syren policyjnych.
- Cholera.
Louis rzucił biczem o ziemię i nerwowo kręcił się po mieszkaniu. Spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić wzrokiem.
- Proszę otworzyć, albo wywarzymy drzwi! - usłyszałam krzyk policjanta.
- Wszystko przez ciebie - wysyczał w moją stronę Tomlinson i w tym samym czasie, drzwi poszły z hukiem. Z oddali usłyszałam piskliwy głos Lottie. Niebieskooka podbiegła do mnie i ubrała mnie. Przejechała przed tym po moich ranach, ale widząc je od razu się wzdrygnęła. Louisa skuli w kajdanki. Jeszcze takiego go nie widziałam. Bał się. Szarpał się z policjantami, ale oni dali sobie z nim radę. Jeden z nich wyprowadził chłopaka, a drugi do mnie podszedł.
- Karetka już w drodze, nie zasypiaj.
Na słowo 'zasypiaj' nagle zrobiłam się strasznie senna. Próbowałam walczyć z moimi powiekami, ale nie dałam rady. Pamiętam jak upadałam, a potem zastałam ciemność.

Hej. Witam w 24. Jak się podoba? Czekam na wasze opinie. Wysokich średnich!
Do następnego.
Ola ^-^
Dziękuję za poprzednie komentarze i ponad 23 tys. wejść. Kocham was <3

czwartek, 4 czerwca 2015

Chapter twenty-three


Minęły trzy dni, odkąd Lottie przyszła po raz kolejny. Tym razem też jej nie powiedział am nie potrafiłam. Próbowałam ukrywać to w sobie, jednak nie wiem ile jeszcze dam radę to znieść. To jest potwór, nie człowiek. Przepraszał mnie, ale już wiem dlaczego. Chciał ze mną tylko to zrobić. Chciał, żebym mu uległa. Teraz przychodzi i robi to regularnie. Coraz mniej boli, jednak to powinno być przyjemnością, ale u mnie tak nigdy nie będzie. Zbyt dużo cierliałam, przez jego przyjemności. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam jeszcze komuś zaufać.
Słyszę zgrzyt otwieranych drzwi. Teraz trzyma mnie w piwnicy, a gdy Lottie przychodzi zawsze mnie wypuszcza. Stara się nie wzbudzać podejrzeń.
— Wychodzę. Lottie będzie za nie długo.
— krzyczy i namiętnym krokiem podchodzi w moją stronę. Szybko zrywam się na równe nogi i staję z nim twarzą w twarz. Nie odzywa się, jednak szybko mnie do siebie przyciąga i wpija się w moje usta. Odpycham go od siebie. Zaczyna się śmiać.
— Są moje. Tak jak twoje piersi. — mocno je ściska i przyciska mnie do ściany. — Twoja kobiecości też jest moja — mówiąc to przejeżdża po niej i delikatnie ją ściska. — Jesteś cała moja Renesmee. Więc nie fikaj, bo będzie z tobą źle — szepcze mi do ucha.

Jestem zdenerwowana. Chcę wybuchnąć, ale jest tu on i panują nade mną. Ma nademną kontrolę jak nigdy.
— Idź na górę i czekaj na Lottie. Jeden numer, a oderżnę ci ten łeb.
Kiwam głową i w szybkim tempie kieruje się wprost na górę. Siadam na na kanapie tak jak zawsze. Louis nie odrywając ode mnie wzroku, łapie za kluczyki i posyła mi podejrzliwe spojrzenie.
— Nie kombinuj — mówi, zamykając szczelnie za sobą drzwi. Tupoczą nogami po podłodze. Musiał am czekać pół godziny, zanim Lottie pojawiła się w progu mieszkania. Przywitała mnie promiennym uśmiechem o wtuliła mocno do swojej piersi.
— Zbladłaś — mówi, zamiast się przywitać. Faktycznie mój prganizm coraz gorzej znosi ból zadany przez Tomlinsona.
— To nic — szepczę. Wiem, że tym razem też mi nie uwierzy, ale nie mogę wyznać jej prawdy o Louisie.
— Usiądź Renesmee. — prosi.
Kiwam głową i siadam na brzegu kanapy.Dziewczyna opiera się o powierzchnię materacu i patrzy w moim kierunku.
— Nie zniosę dalej tych kłamstw. Czy to Louis? Czy on się nad tobą znęca?
Szybko zaprzeczam, zanim będzie za późno.
— Jeżeli on doprowadził cię do takiego stanu, nie można tego tak zostawić. Powiedz prawdę — nalega. Nie wiem czy jestem gotowa. Boję się Louisa . W każdej chwili może tu przyjść, a wtedy nędę skończona.
— Jest w porządku — szepczę, a ta kiwa prprzecząco głową. Niespodzoewanie dotyka mojej ręki, a ja syczę z bólu.
— Teraz powiesz, że się wywróciłaś, albo spadłaś ze schodów, prawda? Chyba nic ru po mnie.— spuszczam głowę. Chyba już czas, żeby poznała prawdę. Patrzę w jej stronę. Blondynka kieruje się w stronę wyjścia. Szybko zbieram się na odwagę i zanim cokolwiek mówię, biorę głęboki wdech.
— Louis... To on mi to wszystko zrobił.
Staje w momencie, gdy wypowiadam ostatnie zdanie. Widzę jak zaciska mocno ręce w pięści.
— Zabiję tego debila — krzyczy, a drzwi wejściowe się otwierają. W futrynie zauważam blond czuprynę. Tomlinson wrócił.

Krótki, ale w końcu jest. Po za tym, nie umiem pisać długich rozdzoałów.
Rozdział pisany na telefonie, eięc mogą być błędy.
Goodnight <3

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Hej


Wiem, że już trochę nie ma rozdziału, ale muszę się szykować do egzaminu kurialnego do bierzmowania i kilku kartkówek i nie dam rady do środy napisać. Po za tym, nie wiem czy nie będę miała zabranego telefonu ze względu na oceny z geografii (kolejna pała super) przez którą mam przerąbane w domu, a muszę walczyć teraz o średnią do liceum, a oceny z geografii i biologii, zależą od mojego 5,0. Mam nadzieję, ze zrozumiecie i poczekacie. Teraz zmykam się uczyć. Trzymajcie się i powodzenia dla was z weaszymi ocenami. Jak tam średnie?
I wszystkiego najlepszego z okazji DNIA DZIECKA!!!!


niedziela, 24 maja 2015

Chapter twenty-two

Uwaga!!! Zmieniłam nick z Ho ney na Ales sia :)


Lottie spojrzała na mnie z goryczą w oczach. I co ja jej miałam odpowiedzieć? Nie mogę powiedzieć jej prawdy. Wtedy Louis na pewno by mnie zabił i zakopał żywcem. Nie chcę do tego dopuścić. Próbuje podnieść do góry, ale boję się, że się rozkleję.
— Rene nie musisz go kryć. Jeżeli coś ci zrobił... Powiedz mi. Proszę. Przebywasz tu bez swojej zgody? Nie można tak, przecież wiesz.
— Nie! Jest okej. Wywrócił się na schodach. To kilka zadrapań. Nic takiego. — Posyłsam jej smutny uśmiech, który odwzajemniła. Chcę, żeby mi uwierzyła, ale nie sądzę, że to zrobi. Jest czujna. Widać po niej. Jest dobrym materiałem na detektywa bądź policjanta. 
— Na pewno? — pyta podejrzliwie. 
Przełykam głośno ślinę.
— Tak — odpowiadam niemal szeptem, a Louis wraca do kuchni, zziajany. Chciał tu cały czas być. Wracał jak najszybciej.
— O czym rozmawiałyście? — pyta, gdy siada obok mnie przy stole i obejmuje mnie w pasie.
— O spódnicy Rene. Jest naprawdę śliczna.
— Mam niezły gust, prawda? — pyta, a Lottie spogląda w moim kierunku. Jest coraz bardziej podejrzliwa. Wydaje mi się, że zna prawdę, ale na razie próbuje ją zachować dla siebie. Inaczej byłoby już po mnie.
— Prawda. Muszę się już zbierać, mam lekcje baletu za godzinę w centrum. Rene chciałabyś się ze mną zabrać? Pasujesz tam. Masz predyspozycje. — Spogląda na mnie pomocnym wzrokiem. Ile bym dała, żeby Louis się zgodził. Wszystko, aby ominąć jutro. Zanim zdążam coś powiedzieć, Louis spogląda na siostrę złowieszczym wzrokiem.
— Mamy z Rene inne plany.
Lottie miała już protestować, jednak w ostatnim momencie się powstrzymuje.
— Dobrze. Ja już będę lecieć. Rene odprowadzisz mnie? — pyta, a Louis wzrokiem zgadza się na jej prośbę.
Niemal w podskokach wędruję za blondynką i przy drzwiach staję obok niej. Dziewczyna zakłada buty, po czym rzuca mi się na szyję.
— Nie daj się Renesmee. Będę przychodziła tu co dwa dni. Gdy będziesz gotowa, powiedz. — szepczę mi do ucha, a ja kiwam głową.
— Pa Lottie.
Słyszę jeszcze głuche "pa" od niebiesookiej, po czym zamykam drzwi za dziewczyną. Zazdroszczę Louisowi takiej siostry, Jest zupełnym przeciwieństwem jego. Dlaczego on nie jest taki jak Lottie? Wtedy byłby o wiele lepszą osobą niż jest teraz. Nawet mogłabym go pokochać, ale nie tego Louisa, który się nade mną znęca dla własnej przyjemności. Odwracam się na pięcie. Widzę jak Tomlinson przygląda mi się w skupieniu. 
— O czym rozmawiałyście? — pyta od razu. Nie złapał się na bajeczki Lottie. Mogłam się domyślić, że tak będzie.
— Przecież wiesz. O spódnicy — mówię dosyć przekonująco. Tomlinson zaczyna się śmiać i podchodzi do mnie bliżej.
— Nie wierzę w wasze babskie pogaduszki. O czym rozmawiałyście? — krzyczy w moją stronę i ciągnie za pukiel moich włosów. Cicho piszczę, na co chłopak rozluźnia uścisk.
— Nie ładnie kłamać Renesmee. 
Przerzuca mnie przez swoje ramię. Oblatuje mnie strach jak nigdy. On nigdy się nie zmieni. Nigdy. Miły Louis nie istnienie.
Kopię go w plecy, lecz on nie reaguje. Rzuca mnie na materac w piwnicy i zrzuca z siebie koszulkę.
— Wybrałaś złą opcję Rene. Gdybyś nie kłamała nie bolałoby tak bardzo, Masz szczęście, że nie mam dziś czasu na więcej. Przejdę od razu do rzeczy skarbie.
Z moich oczu zaczęły wylatywać łzy, gdy zauważam, że rozpina guzik swoich spodni, po czym pozbywa się ich i rzuca w kąt. Już raz go widziałam, ale gdy widzę go teraz przed sobą, jego członek wydaje się dużo większy. Oblewa mnie fala potu. To mój pierwszy raz. Pierwszy raz, gdy jestem zgwałcona i pierwszy raz z potworem. Boję się. To boli. Zbliża się do mnie. 
— Wstań — rozkazuje, a ja robię to co mi każe. I tak nie zdołam już uciec. Dokładnie zamknął drzwi w piwnicy. Oparł mnie o ścianę i powoli sunął moją spódnicę, przez co przeszły mnie dreszcze. Szybko pozbył się również moich majtek.
— Pierwszy raz? — pyta, a ja od razu kiwam głowę,
— To dobrze przynajmniej zapamiętasz, że był to najgorszy raz.
Spojrzał w dół mojej kobiecości. Uniósł mnie ku górze, trzymając stabilnie za pośladki.
— Louis zostaw mnie. Proszę — błagam, lecz nie reaguje. Wydobywam z siebie ciche szlochy.
— Jesteś spięta. Rozluźnij się. Już! — krzyczy, a coraz bardziej tracę kontakt z rzeczywistością. I wtedy czuję, Jest już we mnie. Zrobił to tak gwałtownie. Czuję jak mnie wszystko pieczę. Krzyczę, żeby go wyjął, na co on wsadza penisa jeszcze głębiej. Zaciskam mocno powieki i zaczynam krzyczeć. Zaczynam krwawić, ale to nie jest dla niego przeszkodą. Robi mi krzywdę. On...Nie może być człowiekiem. Nie zasługuje na to. Zaczynam odliczać czas. On doszedł, ale ja nie potrafię, lecz bez świadomości po chwili  to robię. 
— Było idealnie skarbie. — Głaszcze mój policzek. Jestem zbyt słaba by protestować. Rzuca mną na materac. Krew nadal wylatuje z dolnych partii ciała. Przecieram oczy. Światło zaczyna razić moje źrenice.Słyszę, że Tomlinson śmieje się ze mnie.
— Będę przychodził co półgodziny. Twoja kara nie może być taka krótka. — Zakłada spodnie i wychodzi. 


**************************************************************************
Hej, tym razem rozdział trochę szybciej niż wcześniej. Miałam go dodać jutro, ale jest nowy szablin to i nowy rozdział musi być. haha Jak wam się podoba? Zapraszam do komentowania. 




sobota, 23 maja 2015

Chapter twenty-one




Czułam się zdruzgotana. Naprawdę byłam zdziwiona jego przemianą. Nie sądziłam, że kiedyś to nadejdzie i nadal nie jestem do niego przekonana. Nie mam do niego zaufania i nic tego nie zmieni. Za dużo złego już zrobił. Teraz przychodziło na myśl tylko jedno pytanie. Czy mimo to mnie wypuści? Jedyne o czym marzę, to zapomnieć o nim i o tym najgorszym okresie w moim życiu. Spoglądam w jego kierunku. Jego spojrzenie nie wyraża żadnych uczuć, co wprowadza mnie w obłęd. Jest mi przykro, patrzeć jak cierpi, ale czy jemu było przykro, jak cierpiałam ja? Nie sądzę, żeby przejmował się moim losem.
- Dasz mi odejść? - pytam, ledwie słyszalnym głosem. Mam nadzieję, że rozumie moją decyzję. Nie chcę być jego niewolnicą, ale czy nie dał mi do zrozumienia, że nie wypuści mnie stąd nigdy. Jednak czułam potrzebę zapytania o dręczącą mnie teraz rzecz.
- Chcesz tego? - pyta smutnym tonem, lecz jego wyraz twarzy zmienia się na twarz potwora. Czyżby to była tylko chwilowa zmiana. Mogłam się przecież domyślić.
Spogląda z powrotem w moim kierunku. Korzystając z okazji kiwam głową, a on zaciska ręce w pięści.
- Nie dam ci odejść Renesmee. Nigdy. - Odchodzi, zostawiając mnie zdruzgotaną. Czuję, że tym pytaniem zepsułam mu humor i do końca dnia może nie być już tak wesoło. Narasta we mnie złość, jakiej nigdy nie było. Jest przestępcą. Czemu muszę płacić za błędy ojca? Czemu? Uderzam pięścią w blat kuchenny i pozwalam swoim łzom wypłynąć na wierzch. Opieram się o niebieską poręcz i stopniowo opadam na podłogę, wypełnioną kafelkami. Nienawidzę go. Zniszczył mi życie i nadal to robi. Potwór - to jedyne określenie jakie przychodzi mi teraz na myśl. Widzę jego kroki i po chwili znowu widzę jego sylwetkę w kuchni.
- Nie płacz. To nic nie da.
- To daj mi odejść - szepczę przez łzy.
- Nie! - krzyczy i podchodzi do mojej osoby. - Nadal potrzebuję kogoś do towarzystwa. Jestem tu sam. - Podaje mi rękę. Niezdecydowana jednak podaję mu rękę. Stoję na przeciw niemu. Czuję nienawiść do jego osoby, jednak nie wiem czy to jest jedyna rzecz, którą teraz mogę poczuć.
- To nie był powód porwania ciebie. Po prostu znalazłaś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. - Schował kosmyk moich włosów za ucho. Zauważyłam, że jestem mocno spięta. Nadal się go boję i on to wie. Założył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie. Zbliżył się w stronę mojej szyi. Odepchnęłam go z całej siły, przez co poleciał na mebel, za nim.
- Ja nie chcę - wychrypiałam, a on się zadziornie uśmiechnął.
- Masz rację. Przełóżmy to na wieczór. Zaraz przychodzi moja siostra. Masz być grzeczna. Rozumiesz? - zapytał, podchodząc znowu w moim kierunku. Nachylił się w stronę moich ust i przygryzł delikatnie moją wargę. Cicho zapiszczałam. Zaśmiał się głośno, przez co poczułam złość buzującą w moim ciele.
- Rozumiesz?- ponowił pytanie, a ja tym razem mu przytaknęłam.
- Dobrze, Przebierz się. Powinna być lada chwila.
- Dobrze. - Skierowałam się w stronę salonu. Nadal czułam na sobie jego wzrok. Gapi się na mnie i ja to wiem. Skrępowana, wyjęłam luźną bluzkę i dresy z torby. Skierowałam się w stronę łazienki, lecz Louis, zagrodził mi drogę. Czy zrobiłam coś źle? Przecież to kazał mi zrobić. Ubrać się.
- Załóż spódnicę - wyszeptał mi do ucha i podał mi szare pudełko i otworzył przed moimi oczami. Znajdowała się w nim czerwona niczym gęsta zaskrzepnięta krew krótka mini. Humor mi się od razu popsuł. Niechętnie, wzięłam ją od niego. Nigdy nie chodzę tak po domu. Wiem, co mu chodzi po głowie i trochę mnie to przeraża. W szybkim tempie przebieram się z wczorajszego stroju. Wrzucam ubrania do kosza. Wychodzę z łazienki, jak najniżej opuszczając opinającą mnie spódnicę. Wpija mi się w ciało. Staram się wytrzymać. Schodzę na dół. Louis stoi przy kuchence. Jest to nietypowy dla mnie widok. Gdy mnie widzi, obraca się dookoła własnej osi i przygląda mi się z zaciekawieniem. Oblizuję wargę i uśmiecha się w moim kierunku.
- Wyglądasz ładnie - komentuje mój ubiór. Zdesperowana siadam przy stole, gdzie czekają już na mnie naleśniki.
- Zjedz wszystko. Później nie będzie czasu na obiad. - Puszcza do mnie oczko, a mnie mdli, na myśl o wieczorze. Nie zmusi mnie do seksu. Musiałby mnie Z.G.W.A.Ł.C.I.Ć. Wiem, że jest do tego zdolny. Zanim zdążam, spożyć pierwszy kęs, słyszę dzwonek do drzwi. Tomlinson niemal natychmiast, wyłącza palnik i podąża w stronę drzwi wejściowych. Słyszę w drzwiach rozbawiony dziewczęcy głos.
- Cześć Louis - wita się z bratem, a ja staram się zjeść jak najwięcej, zanim zdąży tu wrócić. Dziewczyna wchodzi do kuchni. Jest zdziwiona na mój widok.
- To twoja dziewczyna? - pyta blond piękność. Jej niebieskie tęczówki, tryskają energią, ale teraz patrzy na mnie z przerażeniem.
- Tak. To jest Renesmee. Renesmee to jest Lottie - posyła mi groźne spojrzenie. "Dziewczyna"?Czemu kłamie własnej siostrze? Blondynka podąża w moim kierunku i podaje mi dłoń.
- Miło mi cię poznać, Renesmee - mówi.
- Mi ciebie też - szepczę, a dziewczyna przybiera smutnych odcieni. Spoglądam na Louisa. Jest zdenerwowany. Łapie ze mną kontakt wzrokowy. Na szczęście słyszę dzwonek jego telefonu.
- Zaraz wrócę - akcentuje to zdanie. Wiem, że mnie ostrzega. Kiwam mu głową, a on trochę nieufnie podąża w stronę dźwięku muzyki. Gdy znika brat Lottie, niebieskooka siada obok mnie i przygląda mi się z bólem w oczach. Dopiero teraz spostrzegam, że wpatruję się na moje liczne rany, tylko ramię mam zabandażone. Bierze głęboki wdech i wzdycha z bezradności.
- Renesmee czy on cię bije?

_____________________________________________________________________________
Zastanawiałam się czy nie skończyć już bloga. Miły Louis i wgl., ale nie jeszcze go poprowadzę. A Louis pokaże, jeszcze swoją złą stronę. Dawno nie dodawałam rozdziału. Bardzo was przepraszam. Mam nadzieję, że jeszcze jest tu ktoś.
Zapraszam w dalszym ciągu na https://protection-fanfiction-pl.blogspot.com/. Zaczęłam pisać też opowiadania fantasy o Harrym, lecz jest ono na razie w fazie przygotowawczej. Jak napiszę na zapas to dodam link. Na razie mam sam prolog, więc to jeszcze za wcześnie.
Czekam na wasze opinie. Bardzo gorąco polecam też trylogię "Ognista". Jak ktoś nie czytał to gorąco polecam, bo warto. 
Kocham i ściskam, Ola.



sobota, 9 maja 2015

Chapter twenty


Rano przebudziłam się dosyć wcześnie. Mojej uwadze nie umknął fakt, że w domu panowała jeszcze grobowa cisza, co znaczy że Tomlinson jeswiem śpi. Opatuliłam się ciepłym kocem i po cichu podreptałam w stronę drzwi. Gdy usłyszałam jego głośne chrapanie, lekko podskoczyłam, po czym wcieliłam swój plan ucieczki w życie. Miałam teg.o nie robić, ale nie mam wyjścia. Jeżeli jeszcze chcę żyć muszę to zrobić. Muszę stąd uciec jak najszybciej się da. Przekroczyłam próg przedsionka i zahaczyłam opuszkami palców o klamkę drzwi wyjściowych. Wzięłam głęboki wdech i mocniej ją pociągnęłam, a drzwi otworzyły się z hukiem. Zadrżałam. Przekroczyłam próg drzwi. Miałam duże obawy. Coraz bardziej zbierał się we mnie strach. On mnie zabije, jak się dowie. Mimo to ruszyłam przed siebie, jednak poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu.
- Myślałaś, że uda ci się uciec? - zapytał znajomy mi głos, jednak nie był to głos Louisa. Niall. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, lecz ten przyłożył mi z pięści w twarz i zaciągnął siłą do z powrotem do domu.
- Głupia idiotka. Popełniłaś duży błąd dziwko.
- cały czas powtarzałam sobie w myślach to zdanie i wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem skończona.
- Co do kurwy jędzy? - zapytał Louis, schodząc po schodach. Cały czas byłam w objęciach Nialla. Chłopak mnie momentalnie od niego zabrał i rzucił w drugi kąt. Czułam ogromny ból w kolicach prawego ramienia. Obróciłam rękę i zauważyłam ogromną ranę, z której sączyła się czerwona ciecz.
- Próbowała uciec - powiedział Niall, spoglądając ukratkiem na mnie. Tomlinson momemntalnie obejrzał się w moim kierunku i obrzucił mnie złowrogim wzrokiem.
- Zostaw nas Niall! - warknął w stronę chłopaka. Blondyn niechętnie zerwał się z kanapy i pożegnał Louisa machnięciem ręki. Odprowadziłam go wzrokiem i zauważyłam jak znika za werandą. Gdy wychodził trzasnął za sobą drzwiami. Zostawił mnie samą z nim. To nie może się dobrze skończyć.
Brunet skierował się w moim kierunku. Natychmiast zasłoniłam się ramionami i skuliłam w kłębek. Wiedziałam doskonale co mnie czeka, jednak to był stały odruch. Uklęknął przede mną. Zauważyłam, że nad czymś się zastanawia. Co jeżeli obmyśla plan działania? Zaczerpnęłam głęboko powietrza i odwróciłam głowę. Nie chciałam patrzeć jak mnie uderza.
Mijały jednak chwile, a on nie wykonał żadnego ruchu. Dlaczego? Dlaczego jeszcze nic się nie wydarzyło? To niemożliwe. Spojrzałam z powrotem na jego twarz, ale była już o wiele łagodniejsza.
— Pokaż mi rękę — niechętnie podałam mu dlon. Chłopak sam odwinął rękaw. Poczułam silne pieczenie. Tomlinson skrzywił się, cały czas nie odrywając wzroku od ramienia.
— Chodź musimy ci to opatrzeć — powiedział tonem gotowym do działania i wyciągnął w moją stronę prawą dłoń.
Bałam się mu zaufać. Prawda jest taka, że teraz może być miły, ale za sekunde może być zupełnie inaczej. To jego dwa oblicza, która są dla mnie zagadką.
— Nie bój się. Proszę — odwzajemniłam uścisk, a on delikatnie uniósł mnie ku górze i przerzucił przez ssiebie. Nie miałam zamiaru się szarpać. Jest miły. Nie chcę, żeby zaraz wybuchnął.
Usadził mnie na blacie kuchennym, a sam zajął się poszukiwaniem bandaży. Oczyścił ranę wodą utlenioną i zaczął okręcać moje okaleczone ramoę. Lekko się wzdrygnęłam, a chłopak spojrzał się na mnie z przejęciem.
— Nie mam zamiaru już być takim potworem — powiedział nagle, gdy skończył użerać się z bandażem. Spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem, a on kontynuował.
— Nie popełnić błędu twojego ojca — dodał, ale chyba nie skończył. Chciałam mu przerwać, ale mówił dalej.
— W 2007 twój ojciec wracając o bar, nieźle się upił ze swoim kolegą. Wracał późno. Dokładnie tak jak moja siostra. Miała lekcje baletu i nie miał kto jej odebrać. Niestety trafiła na twojego ojca. Zgwałcił ją i zabił.
Myślałam, że oczy zaraz mi wyskoczą. Przecież to nie możliwe. On by tego nie zrobił. Nie! Nie mieści mi się to w głowie.
— Dlatego taki jestem, a raczej byłem. Nie chcę być takim skurwysynem jak twój ojciec — dodał. Zauważyłam jak z jego oka wylatuje pojedyncza łza. Spontaocznie przytuliłam go do siebie, a on dziwnym sposobem nie protestował. Bardziej wtulił się w moje zdrowe ramię i wypłakiwał ostatnie łzy. Dopiero teraz widzę jak długo to musiał w sobie trzymać. On cierpiał, lecz moim kosztem. A wszystko przez mojego ojca.
W końcu się ode mnie oderwał i spojrzał głęboko w oczy.
— Przepraszam Renesmee. Tak bardzo cię przepraszam.
------------------------------------------------
Hej. I zjowu krótki i trochę, no i niesprawdzony. Przepraszam. Nawaliłam. Ale Louis jest miły, to wy może też nie będziecie źli. Jeszcze może mu się odmoeni, ale chyba raczej twgo niw chce.
No nic. Do następnego.

Protection-fanfiction-pl.blogspot.com