wtorek, 18 sierpnia 2015

Chapter thirty-two

Notka pod rozdziałem!

Renesmee Pov's

      Zdesperowana podążałam zatłoczonymi ulicami. Latarnie uliczne właśnie zgasły, a słońce zajęło ich miejsce. Byłam już w połowie drogi do Louisa i cały czas zastanawiałam się czy dobrze robię. To co się wydarzyło... Skrzywdził mnie, ale po części go rozumiem. Kierował się uczuciami. Miłością do swojej siostry. Cieszę się, że nie poznam, nigdy biologicznych rodziców. Czuję do nich niechęć i nienawiść. Zrobili coś, gorszego niż Louis. Bardziej mam pretensje do nich niż do Tomlinsona. Miał szansę pokazać, że nie jest zły. Widzę, że się zmienił i choć nadal się boję, jestem gotowa stawić czoła strachowi, który we mnie jest i nie chce odejść.
      Otworzyłam na oścież drzwi psychiatryka. Po poprzednim razie, wiedziałam, gdzie się kierować. Przywitałam się z recepcjonistką i przeszłam przez zaciemnione drzwi, w głąb korytarza. Dziwiłam się ciągłą ciszą. Weszłam w znajome mi drzwi, lecz nigdzie nie zastałam ani Louisa, ani innej żywej duszy.
      Zdziwiona wróciłam do recepcji i czekałam aż młoda kobieta zakończy rozmowę.
— Słucham? — usłyszałam piskliwy głos blond piękności, o bladej karnacji.
— Szukam Louisa Tomlinsona.
Wyraz twarzy dziewczyny diametralnie się zmienił. W skupieniu czekałam aż przetrawi w sobie odpowiedź, lecz gdy tak się nie stało, ponowiłam prośbę.
— Nie mogę udzielać informacji osobom do tego nieupoważnionym — usłyszałam po długim oczekiwaniu.
Coś musiało się stać. Coś złego. Czułam to.
— Proszę, to bardzo ważne. Jestem mu coś winna.
— No dobrze — powiedziała i nabazgrała coś na karteczce, podając mi ją do ręki.
— Co to jest? — zapytałam zdziwiona. — Adres szpitala, w którym przebywa pan Tomlinson. 
   Wybiegłam z budynku, nie pytając się o resztę szczegółów. Truchtem, znalazłam się na najbliższym przystanku i zdenerwowana wsiadłam, w podjeżdżający autobus.
      Denerwowała mnie nawet najcichsza muzyka, brzdąkanie czy nawet kichnięcie. Znowu to zrobił. Znowu wtargnął się na swoje życie, przeze mnie. Wysiadłam przy szpitalnym budynku i wbiegłam zdenerwowana do recepcji. Nie chciałam czekać, wbiegłam na pierwszy oddział. Akurat go przewozili. Leżał nieprzytomny. Był taki bez życia, cały blady, opatulony kołdrą.
Schowałam się w korytarzu i gdy lekarz wyszedł, wtargnęłam do pomieszczenia. Był nieprzytomny.
Podbiegłam do chłopaka. Złapałam za taboret przy szafce nocnej i ustawiłam go obok łóżka chłopaka.
— Louis słyszysz mnie? — zapytałam, lecz nie zastałam odpowiedzi, Zakryłam usta ręką i wydobyłam z siebie cichy szloch.
          — Ty musisz żyć. Rozumiesz? Musisz walczyć.
Wydobyłam z siebie tonę łez i usłyszałam skrzypienie drzwi. To pielęgniarka.
         — Kim pani jest? Nie można tutaj przebywać — usłyszałam. Kobieta odłożyła tackę z lekami i dotknęła mojego ramienia.
—  Jeżeli nie jest pani z rodziny, musi pani wyjść. — Pokiwałam głową i wstałam na równe nogi, kierując się w stronę wyjścia. Chciałam wyjść, jednak na chwilę wróciłam do chłopaka.
— Wybaczam ci Louis. Wszystko ci wybaczam — wyszeptałam wprost do jego ucha i wyszłam z sali nie odrywając wzroku od ciała chłopaka.
Wyszłam na zewnątrz szpitala i cała roztrzęsiona wybrałam numer do Nialla.
— Hallo, Renesmee, czemu nie odbierałaś? Martwiłem się.
— Przyjedziesz po mnie? — wydukałam przez łzy.
— Coś się stało? Zrobił ci coś?
— Nie, po prostu przyjedź pod szpital, proszę.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i w skupieniu czekałam na blondyna. Jeżeli on się nie wybudzi, nie wybaczę sobie tego. On się zmienił, zrobił to. Nie wiedział co robi, raniąc mnie. Był chory. To nie jego wina,
Horan podjechał z piskiem opon i od razu rzucił się w moim kierunku.
— Wszystko dobrze? — zapytał, głaszcząc mnie po plecach.
— Nic nie jest dobrze, Niall.
***
Przez weekend do nikogo się nie odezwałam, nie spałam, nie jadłam. Cały czas myślałam tylko o tym, czy Louis przeżyje. Czułam się wszystkiemu winna. Miał dobre chęci, a ja go od tak odtrąciłam.
Usłyszałam pukanie do drzwi, które otworzyły się na oścież.
— Hej, Reni, trzymasz się jakoś? — zapytał zmartwiony Oliver.
— Jakoś tak — odparłam i poczułam jak pode mną ugina się materac. Ręka chłopaka wylądowała na moich plecach i delikatnie je głaskała.
— To mogło się zupełnie inaczej potoczyć, Oliver. Nie leżałby tam teraz walcząc o życie.
— Spojrzałam w jego kierunku i wtuliłam się w tors chłopaka.
— Oliver, to złe, że mu wybaczyłam? — zapytałam.
— Nie, skarbie. To bardzo odważna decyzja. Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam. — Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i wykrzywiłam twarz w smutnym uśmiechu.
— Dziękuję, Oliver i jednocześnie przepraszam za wszystko. Z wszystkie kłamstwa.
— Dlaczego mówisz jakbyś się żegnała?
— Sama nie wiem, Oliver. Wszystko się popsuło. Czuje się tak jak wtedy. Źle.
— Będzie dobrze, Rensemee.
— Obiecujesz? — zapytałam. Oliver chwilę się zastanowił, po czym przytaknął głową.
— Obiecuję.

***

Po wyjściu Olivera ułożyłam się na łóżku i skupieniu czekałam na powrót dziewczyn. Usprawiedliwiły mnie udawaną chorobą, przez co musiałam udawać obłożnie chorą. Przekręciłam się na lewy bok i poczułam głośne wibracje, wydawane przez mojego smarthphona. Zauważyłam nieznany numer. 
— Słucham? — zapytałam.
— Czy rozmawiam z Panią Renesmee Estebes?
— Tak, w czym mogę pomóc?
— Pan Louis Tomlinson wybudził się ze śpiączki i chciałby się z panią widzieć.

Hej, Wiem, zawaliłam na całej lini. Nie było mnie ponad 3 tygodnie. Kompletnie nie miałam pomysłu na rozdział, więc wyszło właśnie coś takiego. Bardzo wasz przepraszam. Wiem, że dwie osoby nadal czekają. Nie wiem co zresztą. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zostaniecie do końca, jeśli nie postaram się zrozumieć.
Skomentujcie rozdział, proszę. Chcę wiedzieć, ile z was jeszcze tutaj zostało.
Buziaki, Ola D.

   



11 komentarzy:

  1. Czy ja jestem w tej dwójce? Jeśli nie - czeka trójka! :*
    Czyżby Louis usłyszał to, co ona powiedziała? Że mu wybacza? Może dzięki tym dwóm słowom się obudził? Gdyby tak było - najuroczejsza (to nie tak, że nie ma takiego słowa) chwila w całym opowiadaniu.
    No i jest mój kochany Oliver. Zawsze myślałam, iż on ma brązowe tęczówki, a nie niebieskie. No, ale w końcu jak kto woli. Przecież to tylko kolor paczałek. xd
    W ogóle jaki on w tym rozdziale mądry! Taki, taki prawdziwy przyjaciel. Pocieszył ją, poparł, wspomógł, a nawet udzielił przydatnej rady! Ja też chcę takiego ;c
    Ciekawa jestem, co z Harrym. Żyje? Martwi się? Przyjedzie? :o
    Pozdrawiam, karmeeleq.:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że z Lou będzie coraz lepiej i że oboje się dogadają w końcu <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał, wielkie łał. :O
    Kiedy czytałam moment z Oliverem, nawet przez chwilę pomyślałam, że się w niej podkochuje! Czy to może być możliwe?
    A co do Lou i Rene, to mam nadzieję że się jakoś tam dogadają i będzie jakiś happy end. :3
    Czekam na kolejny rozdział, życzę weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliver to raczej najlepszy przyjaciel. Ale chyba się zauroczył, ale nie w Rene. :)

      Usuń
  4. Jeśli nie jestem w tym gronie to proszę o dopisanie mnie.
    Rozdział nie jest zły, jest genialny. To nic każdy potrzebuje czasu. Spokojnie pisz next i nie przejmuj się. My na pewno poczekamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział idealny! Może Louis i Rene zostaną razem? Czekam na dalszy ciąg

    OdpowiedzUsuń
  6. Uuuuu ciekawy !!!! No dawaj nextaaa ❤Jula

    OdpowiedzUsuń
  7. Ideolo! ;))
    Ogólnie to zapraszam Cię na jeden z moich blogów, który piszę z dwiema koleżankami.
    http://rose-abducted.blogspot.com/ może Cię zaciekawi, jeżeli tak to pozostaw po sobie jakiś znak. ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czekam, czekam, czekam, czekam i... W TAKIM MOMENCIE?! Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń