poniedziałek, 24 sierpnia 2015
Problems, they joind us - Nowy blog
Cześć wszystkim, to jeszcze nie rozdział. Chciałabym was zaprosić na moje nowe opowiadanie o Niall'u Horanie, który wcieli się w opiekuńczego pełnego problemów z przeszłości chłopaka, pomagającego skrzywdzonej dziewczynie.
Link: http://criminal-fanfiction-nh.blogspot.com/
wtorek, 18 sierpnia 2015
Chapter thirty-two
Notka pod rozdziałem!
Renesmee Pov's
Renesmee Pov's
Zdesperowana podążałam zatłoczonymi ulicami. Latarnie uliczne właśnie zgasły, a słońce zajęło ich miejsce. Byłam już w połowie drogi do Louisa i cały czas zastanawiałam się czy dobrze robię. To co się wydarzyło... Skrzywdził mnie, ale po części go rozumiem. Kierował się uczuciami. Miłością do swojej siostry. Cieszę się, że nie poznam, nigdy biologicznych rodziców. Czuję do nich niechęć i nienawiść. Zrobili coś, gorszego niż Louis. Bardziej mam pretensje do nich niż do Tomlinsona. Miał szansę pokazać, że nie jest zły. Widzę, że się zmienił i choć nadal się boję, jestem gotowa stawić czoła strachowi, który we mnie jest i nie chce odejść.
Otworzyłam na oścież drzwi psychiatryka. Po poprzednim razie, wiedziałam, gdzie się kierować. Przywitałam się z recepcjonistką i przeszłam przez zaciemnione drzwi, w głąb korytarza. Dziwiłam się ciągłą ciszą. Weszłam w znajome mi drzwi, lecz nigdzie nie zastałam ani Louisa, ani innej żywej duszy.
Zdziwiona wróciłam do recepcji i czekałam aż młoda kobieta zakończy rozmowę.
— Słucham? — usłyszałam piskliwy głos blond piękności, o bladej karnacji.
— Szukam Louisa Tomlinsona.
— Szukam Louisa Tomlinsona.
Wyraz twarzy dziewczyny diametralnie się zmienił. W skupieniu czekałam aż przetrawi w sobie odpowiedź, lecz gdy tak się nie stało, ponowiłam prośbę.
— Nie mogę udzielać informacji osobom do tego nieupoważnionym — usłyszałam po długim oczekiwaniu.
— Nie mogę udzielać informacji osobom do tego nieupoważnionym — usłyszałam po długim oczekiwaniu.
Coś musiało się stać. Coś złego. Czułam to.
— Proszę, to bardzo ważne. Jestem mu coś winna.
— No dobrze — powiedziała i nabazgrała coś na karteczce, podając mi ją do ręki.
— Co to jest? — zapytałam zdziwiona. — Adres szpitala, w którym przebywa pan Tomlinson.
Wybiegłam z budynku, nie pytając się o resztę szczegółów. Truchtem, znalazłam się na najbliższym przystanku i zdenerwowana wsiadłam, w podjeżdżający autobus.
Denerwowała mnie nawet najcichsza muzyka, brzdąkanie czy nawet kichnięcie. Znowu to zrobił. Znowu wtargnął się na swoje życie, przeze mnie. Wysiadłam przy szpitalnym budynku i wbiegłam zdenerwowana do recepcji. Nie chciałam czekać, wbiegłam na pierwszy oddział. Akurat go przewozili. Leżał nieprzytomny. Był taki bez życia, cały blady, opatulony kołdrą.
Schowałam się w korytarzu i gdy lekarz wyszedł, wtargnęłam do pomieszczenia. Był nieprzytomny.
Podbiegłam do chłopaka. Złapałam za taboret przy szafce nocnej i ustawiłam go obok łóżka chłopaka.
— Louis słyszysz mnie? — zapytałam, lecz nie zastałam odpowiedzi, Zakryłam usta ręką i wydobyłam z siebie cichy szloch.
— Ty musisz żyć. Rozumiesz? Musisz walczyć.
Wydobyłam z siebie tonę łez i usłyszałam skrzypienie drzwi. To pielęgniarka.
— Kim pani jest? Nie można tutaj przebywać — usłyszałam. Kobieta odłożyła tackę z lekami i dotknęła mojego ramienia.
— Jeżeli nie jest pani z rodziny, musi pani wyjść. — Pokiwałam głową i wstałam na równe nogi, kierując się w stronę wyjścia. Chciałam wyjść, jednak na chwilę wróciłam do chłopaka.
— Wybaczam ci Louis. Wszystko ci wybaczam — wyszeptałam wprost do jego ucha i wyszłam z sali nie odrywając wzroku od ciała chłopaka.
Wyszłam na zewnątrz szpitala i cała roztrzęsiona wybrałam numer do Nialla.
— Hallo, Renesmee, czemu nie odbierałaś? Martwiłem się.
— Przyjedziesz po mnie? — wydukałam przez łzy.
— Coś się stało? Zrobił ci coś?
— Nie, po prostu przyjedź pod szpital, proszę.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i w skupieniu czekałam na blondyna. Jeżeli on się nie wybudzi, nie wybaczę sobie tego. On się zmienił, zrobił to. Nie wiedział co robi, raniąc mnie. Był chory. To nie jego wina,
Horan podjechał z piskiem opon i od razu rzucił się w moim kierunku.
— Wszystko dobrze? — zapytał, głaszcząc mnie po plecach.
— Nic nie jest dobrze, Niall.
Usłyszałam pukanie do drzwi, które otworzyły się na oścież.
— Hej, Reni, trzymasz się jakoś? — zapytał zmartwiony Oliver.
— Jakoś tak — odparłam i poczułam jak pode mną ugina się materac. Ręka chłopaka wylądowała na moich plecach i delikatnie je głaskała.
— To mogło się zupełnie inaczej potoczyć, Oliver. Nie leżałby tam teraz walcząc o życie.
— Spojrzałam w jego kierunku i wtuliłam się w tors chłopaka.
— Oliver, to złe, że mu wybaczyłam? — zapytałam.
— Nie, skarbie. To bardzo odważna decyzja. Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam. — Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i wykrzywiłam twarz w smutnym uśmiechu.
— Dziękuję, Oliver i jednocześnie przepraszam za wszystko. Z wszystkie kłamstwa.
— Dlaczego mówisz jakbyś się żegnała?
— Sama nie wiem, Oliver. Wszystko się popsuło. Czuje się tak jak wtedy. Źle.
— Będzie dobrze, Rensemee.
— Obiecujesz? — zapytałam. Oliver chwilę się zastanowił, po czym przytaknął głową.
— Obiecuję.
Denerwowała mnie nawet najcichsza muzyka, brzdąkanie czy nawet kichnięcie. Znowu to zrobił. Znowu wtargnął się na swoje życie, przeze mnie. Wysiadłam przy szpitalnym budynku i wbiegłam zdenerwowana do recepcji. Nie chciałam czekać, wbiegłam na pierwszy oddział. Akurat go przewozili. Leżał nieprzytomny. Był taki bez życia, cały blady, opatulony kołdrą.
Schowałam się w korytarzu i gdy lekarz wyszedł, wtargnęłam do pomieszczenia. Był nieprzytomny.
Podbiegłam do chłopaka. Złapałam za taboret przy szafce nocnej i ustawiłam go obok łóżka chłopaka.
— Louis słyszysz mnie? — zapytałam, lecz nie zastałam odpowiedzi, Zakryłam usta ręką i wydobyłam z siebie cichy szloch.
— Ty musisz żyć. Rozumiesz? Musisz walczyć.
Wydobyłam z siebie tonę łez i usłyszałam skrzypienie drzwi. To pielęgniarka.
— Kim pani jest? Nie można tutaj przebywać — usłyszałam. Kobieta odłożyła tackę z lekami i dotknęła mojego ramienia.
— Jeżeli nie jest pani z rodziny, musi pani wyjść. — Pokiwałam głową i wstałam na równe nogi, kierując się w stronę wyjścia. Chciałam wyjść, jednak na chwilę wróciłam do chłopaka.
— Wybaczam ci Louis. Wszystko ci wybaczam — wyszeptałam wprost do jego ucha i wyszłam z sali nie odrywając wzroku od ciała chłopaka.
Wyszłam na zewnątrz szpitala i cała roztrzęsiona wybrałam numer do Nialla.
— Hallo, Renesmee, czemu nie odbierałaś? Martwiłem się.
— Przyjedziesz po mnie? — wydukałam przez łzy.
— Coś się stało? Zrobił ci coś?
— Nie, po prostu przyjedź pod szpital, proszę.
Wrzuciłam telefon z powrotem do torby i w skupieniu czekałam na blondyna. Jeżeli on się nie wybudzi, nie wybaczę sobie tego. On się zmienił, zrobił to. Nie wiedział co robi, raniąc mnie. Był chory. To nie jego wina,
Horan podjechał z piskiem opon i od razu rzucił się w moim kierunku.
— Wszystko dobrze? — zapytał, głaszcząc mnie po plecach.
— Nic nie jest dobrze, Niall.
***
Przez weekend do nikogo się nie odezwałam, nie spałam, nie jadłam. Cały czas myślałam tylko o tym, czy Louis przeżyje. Czułam się wszystkiemu winna. Miał dobre chęci, a ja go od tak odtrąciłam.Usłyszałam pukanie do drzwi, które otworzyły się na oścież.
— Hej, Reni, trzymasz się jakoś? — zapytał zmartwiony Oliver.
— Jakoś tak — odparłam i poczułam jak pode mną ugina się materac. Ręka chłopaka wylądowała na moich plecach i delikatnie je głaskała.
— To mogło się zupełnie inaczej potoczyć, Oliver. Nie leżałby tam teraz walcząc o życie.
— Spojrzałam w jego kierunku i wtuliłam się w tors chłopaka.
— Oliver, to złe, że mu wybaczyłam? — zapytałam.
— Nie, skarbie. To bardzo odważna decyzja. Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam. — Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i wykrzywiłam twarz w smutnym uśmiechu.
— Dziękuję, Oliver i jednocześnie przepraszam za wszystko. Z wszystkie kłamstwa.
— Dlaczego mówisz jakbyś się żegnała?
— Sama nie wiem, Oliver. Wszystko się popsuło. Czuje się tak jak wtedy. Źle.
— Będzie dobrze, Rensemee.
— Obiecujesz? — zapytałam. Oliver chwilę się zastanowił, po czym przytaknął głową.
— Obiecuję.
***
Po wyjściu Olivera ułożyłam się na łóżku i skupieniu czekałam na powrót dziewczyn. Usprawiedliwiły mnie udawaną chorobą, przez co musiałam udawać obłożnie chorą. Przekręciłam się na lewy bok i poczułam głośne wibracje, wydawane przez mojego smarthphona. Zauważyłam nieznany numer.
— Słucham? — zapytałam.
— Czy rozmawiam z Panią Renesmee Estebes?
— Tak, w czym mogę pomóc?
— Pan Louis Tomlinson wybudził się ze śpiączki i chciałby się z panią widzieć.
Hej, Wiem, zawaliłam na całej lini. Nie było mnie ponad 3 tygodnie. Kompletnie nie miałam pomysłu na rozdział, więc wyszło właśnie coś takiego. Bardzo wasz przepraszam. Wiem, że dwie osoby nadal czekają. Nie wiem co zresztą. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zostaniecie do końca, jeśli nie postaram się zrozumieć.
Skomentujcie rozdział, proszę. Chcę wiedzieć, ile z was jeszcze tutaj zostało.
Buziaki, Ola D.
Buziaki, Ola D.
sobota, 15 sierpnia 2015
informacja
Cześć, przepraszam, że tyle czasu nie ma rozdziału. Tak naprawdę nie wiem dlaczego. Jakoś nie mogłam zabrać się za jego pisanie. Często teraz wychodzę, a w nocy jestem padnięta.
Rozdział 32 pojawi się na dniach. Mam go już zaczętego, więc do wtorku maksymalnie powiniec być.
Wasza Ola.
Ps. Nie długo pewnie wam podań link do nowego opowiadania, które jest w trakcie pisania.
poniedziałek, 27 lipca 2015
Chapter thirty-one
*Niall*
Jechałem z niedozwoloną prędkością, ale nie to się teraz liczyło. Renesmee była w tarapatach, a nie mam pewności, że Louis wyszedł ze swojej psychozy. Oliver nerwowo tupał nogami. Był tak samo zdenerwowany jak ja tą całą sytuacją, jednak wkurzyło mnie też zachowanie Renesmee. Jak mogła doprowadzić się do takiego stanu? Ktoś inny mógł ją skrzywdzić, a mnie by tam nie było. Zaparkowałem przy barze z piskiem opon i wybiegłem z auta za Parkerem.
— Jeżeli ją wykorzystałeś gnoju... — warknął Oliver, ale go powstrzymałem od dalszej wymiany słów. Podszedłem do bladej przyjaciółki i sprawdziłem jej stan. Była cała rozpalona. Wziąłem ją w swoje ramiona. Blondynka na chwilę się przebudziła, lecz zaraz z powrotem wróciło pod opieki Morfeusza. Włożyłem ją do samochodu z pomocą Olivera i rzuciłem się na Louis'a.
— Co tu robiłeś? Śledziłeś ją? — zapytałem, a gdy chłopak nic nie odpowiadał przyłożyłem mu z całej siły w policzek. Lekko odskoczył. Myślałem, że zaraz wybuchnie, lecz zachował powagę.
— Musiałem się przejść. Gdyby nie ja zapiłaby się na śmierć — krzyknął.
Może pochopnie go osądziłem, lecz nadal nie wiem czy jej nie skrzywdził, a Renesmee i tak nie będzie tego pamiętać.
— Dotknąłeś jej?
— Nie.
— Przyrzeknij? — przycisnąłem go do ściany i zakneblowałem by nie mógł się poruszyć.
— Zostaw go! — usłyszałem za sobą piskliwy głos dziewczyny. Puściłem chłopaka i spojrzałem na wysoką szatynkę. Widziałem błysk w jej błękitnych oczach.
— Nie zrobił nic niestosownego, oprócz wyciągnięcia jej z dołka.
— Skąd to wiesz?
— Byłam przy całym zajściu — odpowiedziała stanowczym głosem, po którym wyczułem, że nie kłamie.
Odetchnąłem z ulgą. Mina Olivera również przybrała cieplejszych odcieni. Głupio mi, że podejrzewałem własnego przyjaciela o takie świństwo, ale nie pozostawił mi wyboru.
— Przepraszam stary — powiedziałem, ale chłopak odszedł i zniknął w ciemnościach otaczających nas dookoła. Brunetka zrobiła to samo. Bezradny wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Oliver zatrzasnął za sobą drzwi, widocznie przytłoczony tą sytuacją.
Nie odezwał się ani słowem. W sumie też nie miałem ochoty na rozmowę. Zerknąłem z ukosa na Renesmee. Tyle problemów sprawia ta dziewczyna, ale nie dziwię się po tym co przeszła.
Wspomnienie
Odprowadziłem wzrokiem biegnącą Renesmee. Było mi jej bardzo szkoda, ale jeżeli chciała być sama, rozumiem to.
Wróciłem do Louisa. Jednak zanim przekroczyłem próg zastałem nietypowy widok. On płakał. Dlaczego?
— Jestem idiotą Niall. Cholernym idiotą, ale ja naprawdę nie wiedziałem co robię tej niewinnej dziewczynie. Targała mną nienawiść. Tak bardzo kochałem siostrę... Próbowałem się na kimś wyżyć... Boże co ja zrobiłem!
Usiadłem na łóżku obok Louisa, jednak ten odkręcił się tyłek i schował pod bielą poduszek i kołder. Zostawiłem go samego. Pewnie teraz tego potrzebuje, tak jak Renesmee.
* Renesmee *
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Był weekend, na szczęście, bo na pewno nie dałabym rady iść dzisiaj na zajęcia. Przeciągnęłam się mocno. Nie byłam u siebie. Zerwałam się na równe nogi i zastałam się z jęknięciem Nialla.
— Nie musisz po mnie chodzić Rey.
— Prze-przepraszam — zająkałam się i wróciłam z powrotem na łóżko.
— Co się wczoraj wydarzyło, Niall? — zapytałam, a chłopak cicho się zaśmiał.
— Zabalowałaś dziewczyno — powiedział, a ja dostałam prześwitów pamięci. Louis...Jego blond czupryna...
" — Coś ty z siebie zrobiła— biła? "
W moich oczach wezbrały się łzy.
— Kotek co się stało? — usłyszałam, jednak nie miałam ochoty na rozmowę. Louis mnie uratował. Muszę mu podziękować i pomóc. Jeżeli naprawdę próbował się zabić potrzebuje wsparcia. Wiem, bo też owego potrzebowałam, ale ja miałam Harry'ego. On nie ma nikogo.
Hmm? Taki sobie rozdział, ale nie miałam jakoś na niego pomysłu.
Pan Tomlinson chyba naprawdę się zmienił...
I chyba dobrze, choć lepiej mi się opisywało tego agresywnego... Ehh... No trudno... Chyba nie długo skończę to opowiadanie, bo nie ma potrzeby go ciągnąć w nieskończoność, poprzez nudne rozdziały, ale tymczasem jeszcze jakiś czas zostaję. Na pewno jeszcze kilka rozdziałów się pojawi, nie bez tego, ale mam dużo pomysłów na inne opowiadania i są w trakcie przygotowań, więc jak będą gotowe to dodam tutaj link'a.
To do następnego. :)
Odetchnąłem z ulgą. Mina Olivera również przybrała cieplejszych odcieni. Głupio mi, że podejrzewałem własnego przyjaciela o takie świństwo, ale nie pozostawił mi wyboru.
— Przepraszam stary — powiedziałem, ale chłopak odszedł i zniknął w ciemnościach otaczających nas dookoła. Brunetka zrobiła to samo. Bezradny wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Oliver zatrzasnął za sobą drzwi, widocznie przytłoczony tą sytuacją.
Nie odezwał się ani słowem. W sumie też nie miałem ochoty na rozmowę. Zerknąłem z ukosa na Renesmee. Tyle problemów sprawia ta dziewczyna, ale nie dziwię się po tym co przeszła.
Wspomnienie
Odprowadziłem wzrokiem biegnącą Renesmee. Było mi jej bardzo szkoda, ale jeżeli chciała być sama, rozumiem to.
Wróciłem do Louisa. Jednak zanim przekroczyłem próg zastałem nietypowy widok. On płakał. Dlaczego?
— Jestem idiotą Niall. Cholernym idiotą, ale ja naprawdę nie wiedziałem co robię tej niewinnej dziewczynie. Targała mną nienawiść. Tak bardzo kochałem siostrę... Próbowałem się na kimś wyżyć... Boże co ja zrobiłem!
Usiadłem na łóżku obok Louisa, jednak ten odkręcił się tyłek i schował pod bielą poduszek i kołder. Zostawiłem go samego. Pewnie teraz tego potrzebuje, tak jak Renesmee.
* Renesmee *
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Był weekend, na szczęście, bo na pewno nie dałabym rady iść dzisiaj na zajęcia. Przeciągnęłam się mocno. Nie byłam u siebie. Zerwałam się na równe nogi i zastałam się z jęknięciem Nialla.
— Nie musisz po mnie chodzić Rey.
— Prze-przepraszam — zająkałam się i wróciłam z powrotem na łóżko.
— Co się wczoraj wydarzyło, Niall? — zapytałam, a chłopak cicho się zaśmiał.
— Zabalowałaś dziewczyno — powiedział, a ja dostałam prześwitów pamięci. Louis...Jego blond czupryna...
" — Coś ty z siebie zrobiła— biła? "
W moich oczach wezbrały się łzy.
— Kotek co się stało? — usłyszałam, jednak nie miałam ochoty na rozmowę. Louis mnie uratował. Muszę mu podziękować i pomóc. Jeżeli naprawdę próbował się zabić potrzebuje wsparcia. Wiem, bo też owego potrzebowałam, ale ja miałam Harry'ego. On nie ma nikogo.
Hmm? Taki sobie rozdział, ale nie miałam jakoś na niego pomysłu.
Pan Tomlinson chyba naprawdę się zmienił...
I chyba dobrze, choć lepiej mi się opisywało tego agresywnego... Ehh... No trudno... Chyba nie długo skończę to opowiadanie, bo nie ma potrzeby go ciągnąć w nieskończoność, poprzez nudne rozdziały, ale tymczasem jeszcze jakiś czas zostaję. Na pewno jeszcze kilka rozdziałów się pojawi, nie bez tego, ale mam dużo pomysłów na inne opowiadania i są w trakcie przygotowań, więc jak będą gotowe to dodam tutaj link'a.
To do następnego. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



