sobota, 15 sierpnia 2015

informacja


Cześć, przepraszam, że tyle czasu nie ma rozdziału. Tak naprawdę nie wiem dlaczego. Jakoś nie mogłam zabrać się za jego pisanie. Często teraz wychodzę, a w nocy jestem padnięta.
Rozdział 32 pojawi się na dniach. Mam go już zaczętego, więc do wtorku maksymalnie powiniec być.

Wasza Ola.
Ps. Nie długo pewnie wam podań link do nowego opowiadania, które jest w trakcie pisania.


poniedziałek, 27 lipca 2015

Chapter thirty-one


*Niall*

Jechałem z niedozwoloną prędkością, ale nie to się teraz liczyło. Renesmee była w tarapatach, a nie mam pewności, że Louis wyszedł ze swojej psychozy. Oliver nerwowo tupał nogami. Był tak samo zdenerwowany jak ja tą całą sytuacją, jednak wkurzyło mnie też zachowanie Renesmee. Jak mogła doprowadzić się do takiego stanu? Ktoś inny mógł ją skrzywdzić, a mnie by tam nie było. Zaparkowałem przy barze z piskiem opon i wybiegłem z auta za Parkerem.
— Jeżeli ją wykorzystałeś gnoju... — warknął Oliver, ale go powstrzymałem od dalszej wymiany słów. Podszedłem do bladej przyjaciółki i sprawdziłem jej stan. Była cała rozpalona. Wziąłem ją w swoje ramiona. Blondynka na chwilę się przebudziła, lecz zaraz z powrotem wróciło pod opieki Morfeusza. Włożyłem ją do samochodu z pomocą Olivera i rzuciłem się na Louis'a.
— Co tu robiłeś? Śledziłeś ją? — zapytałem, a gdy chłopak nic nie odpowiadał przyłożyłem mu z całej siły w policzek. Lekko odskoczył. Myślałem, że zaraz wybuchnie, lecz zachował powagę.
— Musiałem się przejść. Gdyby nie ja zapiłaby się na śmierć — krzyknął.
Może pochopnie go osądziłem, lecz nadal nie wiem czy jej nie skrzywdził, a Renesmee i tak nie będzie tego pamiętać.
— Dotknąłeś jej? 
— Nie.
— Przyrzeknij? — przycisnąłem go do ściany i zakneblowałem by nie mógł się poruszyć.
— Zostaw go! — usłyszałem za sobą piskliwy głos dziewczyny. Puściłem chłopaka i spojrzałem na wysoką szatynkę. Widziałem błysk w jej błękitnych oczach.
— Nie zrobił nic niestosownego, oprócz wyciągnięcia jej z dołka. 
— Skąd to wiesz?
— Byłam przy całym zajściu — odpowiedziała stanowczym głosem, po którym wyczułem, że nie kłamie.
Odetchnąłem z ulgą. Mina Olivera również przybrała cieplejszych odcieni. Głupio mi, że podejrzewałem własnego przyjaciela o takie świństwo, ale nie pozostawił mi wyboru.
— Przepraszam stary — powiedziałem, ale chłopak odszedł i zniknął w ciemnościach otaczających nas dookoła. Brunetka zrobiła to samo. Bezradny wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik. Oliver zatrzasnął za sobą drzwi, widocznie przytłoczony tą sytuacją.
Nie odezwał się ani słowem. W sumie też nie miałem ochoty na rozmowę. Zerknąłem z ukosa na Renesmee. Tyle problemów sprawia ta dziewczyna, ale nie dziwię się po tym co przeszła.

Wspomnienie

Odprowadziłem wzrokiem biegnącą Renesmee. Było mi jej bardzo szkoda, ale  jeżeli chciała być sama, rozumiem to.
Wróciłem do Louisa. Jednak zanim przekroczyłem próg zastałem nietypowy widok. On płakał. Dlaczego?
— Jestem idiotą Niall. Cholernym idiotą, ale ja naprawdę nie wiedziałem co robię tej niewinnej dziewczynie. Targała mną nienawiść. Tak bardzo kochałem siostrę... Próbowałem się na kimś wyżyć... Boże co ja zrobiłem!
Usiadłem na łóżku obok Louisa, jednak ten odkręcił się tyłek i schował pod bielą poduszek i kołder. Zostawiłem go samego. Pewnie teraz tego potrzebuje, tak jak Renesmee.


* Renesmee *

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Był weekend, na szczęście, bo na pewno nie dałabym rady iść dzisiaj na zajęcia. Przeciągnęłam się mocno. Nie byłam u siebie. Zerwałam się na równe nogi i zastałam się z jęknięciem Nialla.
— Nie musisz po mnie chodzić Rey.
— Prze-przepraszam — zająkałam się i wróciłam z powrotem na łóżko.
— Co się wczoraj wydarzyło, Niall? — zapytałam, a chłopak cicho się zaśmiał.
— Zabalowałaś dziewczyno — powiedział, a ja dostałam prześwitów pamięci. Louis...Jego blond czupryna...
" — Coś ty z siebie zrobiła— biła? " 
W moich oczach wezbrały się łzy.
— Kotek co się stało? — usłyszałam, jednak nie miałam ochoty na rozmowę. Louis mnie uratował. Muszę mu podziękować i pomóc. Jeżeli naprawdę próbował się zabić potrzebuje wsparcia. Wiem, bo też owego potrzebowałam, ale ja miałam Harry'ego. On nie ma nikogo.


Hmm? Taki sobie rozdział, ale nie miałam jakoś na niego pomysłu.
Pan Tomlinson chyba naprawdę się zmienił...
I chyba dobrze, choć lepiej mi się opisywało tego agresywnego... Ehh... No trudno... Chyba nie długo skończę to opowiadanie, bo nie ma potrzeby go ciągnąć w nieskończoność, poprzez nudne rozdziały, ale tymczasem jeszcze jakiś czas zostaję. Na pewno jeszcze kilka rozdziałów się pojawi, nie bez tego, ale mam dużo pomysłów na inne opowiadania i są w trakcie przygotowań, więc jak będą gotowe to dodam tutaj link'a.
To do następnego. :)

piątek, 24 lipca 2015

Chapter thirty


 Gdybym powiedziała, że mnie to nie obchodzi, skłamałabym. Jeszcze przez chwilę próbowałam przetworzyć słowa Nialla. Po jego zachowaniu mogłam rozpoznać, że nie żartował.
— I co ja mam z tym wspólnego Niall? — zapytałam, a chłopak wypuścił moje ręce z uścisku. Włożył z powrotem papierosa i zauważyłam jak zaraz potem wyłania się z niego stróżka dymu.
— Niall. Odpowiedz mi! — powiedziałam a chłopak spojrzał na mnie załzawionymi oczami.
— Zrobił to, bo nie może wybaczyć sobie tego co  zrobił tobie — wyszeptał, po czym wyrzucił papierosa z ust. Zaklepał go nogą i zawrócił w stronę szkoły. Zostawił mnie samą. Z moimi myślami. Czy to możliwie, że Louis się zmienił? Dlaczego targnął się na własne życie? 
 Wróciłam do szkoły i skierowałam się do pokoju. Położyłam się na łóżku, ale nie potrafiłam zasnąć. Słowa Nialla mną wstrząsnęły i nie pozwoliły mi na sen. Około czwartej, po cichu zjechałam windą i skierowałam się do pokoju blondyna. Mieszkał sam, więc mogłabym tylko jego obudzić. Zastukałam kilkakrotnie i po jakimś czasie, w drzwiach ujrzałam zaspanego Horana w samych bokserkach.
— Renemeee? — Podrapał się po głowie. — Co ty tu robisz? — wydukał głośno ziewając.
— Możemy porozmawiać? — zapytałam, a chłopak gestem ręki zaprosił mnie do środka. Usiadł na kanapie i pozbierał kupę ubrań, by zrobić mi miejsce.
— Coś się stało? — zapytał. Zauważyłam, że już się rozbudził i czekał ze zniecierpliwieniem na moją odpowiedź. Nabrałam powietrza do ust i spuściłam głowę, wpatrując się w kurz na podłodze.
— Nie mogę spać, po tym co mi powiedziałeś. — Chłopak cicho westchnął i zbliżył się w moim kierunku i złapał mnie za dłoń.
— Wiem, że nie mogę cię do niczego zmuszać Rey, ale jak chcesz możesz ze mną jechać go odwiedzić. Na pewno teraz tego potrzebuje — posłał mi smutny uśmiech, a mi zaparło dech w piersiach. Chyba nie jestem gotowa ns taki wielki krok. Nie zaufam Louisowi. Znając jego może to być tylko głupia gierka.
— Muszę się z tym przespać Niall — powiedziałam i wstałam na równe nogi, kierując się do wyjścia.
— To chyba za dużo jak na jeden dzień... Do jutra — pożegnałam się i zniknęłam za werandą. Nie skierowałam się jednak do łóżka. Zaparzyłam sobie zieloną herbatę i całą noc rozmyślałam. Czy to będzie chore jeżeli go odwiedzę?
Oparłam brodę o rękę. Upiłam ostatni łyk herbaty i położyłam się do łóżka tak aby nie obudzić dziewczyn. Pochłonął mnie sen. Był to wspomnienie, za czasów gdy byłam więziona.
***
 Następnego dnia wstałam wypoczęta. W głowie wszystko mi pulsowało. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Dziewczyny już były dawno na nogach, gdy ja w tym czasie drzemałam.
— Dzień dobry śpiąca królewno — Ujrzałam przed sobą obraz uśmiechniętego Niall'a.
— Cześć — wydukałam i wyciągnęłam się, głośno ziewając.
Chłopak się zaśmiał i dał buziaka w policzek.
— Wyjdźmy na zewnątrz — wyszeptał mi do ucha i schował kosmyk moich blond włosów za ucho.
Pokiwałam mu głową i zwinnym ruchem podążyłam do łazienki by się ogarnąć. Ubrana zbiegłam na dół, gdzie czekał na mnie blondyn.
— Podjęłaś decyzję? — zapytał, opierając się o framugę czerwonego auta.
— Pojadę tam — Musiałam włożyć w to wiele wysiłku by tak zadecydować. Byłam taką osobą, że nie potrafiłam odmówić. Jeżeli faktycznie chciał się zabić, to nie chcę by zdarzyło się to po raz kolejny, nawet jeżeli wyrządził mi w życiu tyle krzywd.
 Wsiadłam razem z Horanem do środka i odjechaliśmy z podjazdu szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu, nie jechaliśmy w stronę komendy, a do szpitala psychiatrycznego.
— Boję się Niall — wyszeptałam, zerkając w stronę chłopaka. Chłopak na chwilę się zatrzymał w jakimś lesie i spotkał się z moim wzrokiem.
— Nie stanie ci się żadna krzywda. Nie pozwolę na to — posłał mi sztuczny uśmiech i przejechał opuszkami palców po moim policzku, zmazując spływające łzy.
— Nie płacz Rene. — Pokiwałam głową, a on oderwał ode mnie wzrok i skupił się z powrotem na drodze. Byliśmy już blisko, aż za bardzo. Chciałam się wycofać, ale nie mogłam tego zrobić. Muszę być silna, choć to dla mnie zbyt trudne.
Zauważyłam, że parkujemy na parkingu przed ogromnym budynkiem, a Niall okrąża samochód, by otworzyć drzwi od strony pasażera.
— Nie bój się. Idź za mną. — Złapał mnie za rękę i zaprowadził do środka. Szłam dorównując mu temps.
W recepcji dowiedzieliśmy się, gdzie znajdziemy Tomlinsona i skierowaliśmy się stronę metalowych drzwi. Za zgodą ochroniarza zostaliśmy wpuszczeni do środka. Wzięłam głęboki oddech, a Niall otworzył drzwi i otworzył je na całą szerokość. Chłopak leżał odwrócony tyłem. Miał zabandażowane nadgarstki i uda, a na kołdrze zauważyłam, że została jeszcze krew. Blondyn spojrzał na mnie.
— Okey? — wyszeptał z zapytaniem.
Pokiwałam mu głową i weszłam do środka, chowając się za Horanem.
— Siema stary — Niall nim zakołysał, a chłopak się przebudził cicho jęcząc.
— Niall co ty tu robisz?
Odkręcił się w naszą stronę. Gdy mnie zauważył w jego oczach wezbrały się tony łez.
— Renesmee...— Złapał ze mną kontakt wzrokowy.
— Nie, Niall ja nie mogę.
Wybiegłam z budynku i kucnęłam opierając się o ścianę. Niall za mną przybiegł i przytulił mnie do siebie.
— Chcę być teraz sama, nie idź za mną, proszę — powiedziałam, a bezradny chłopak zrobił mi miejsce. Potrzebowałam teraz spokoju i zapomnienia. Skierowałam się w stronę pobliskiego baru i zamówiłam pierwszego drinka.
***
Mijały godziny, a ja byłam już nieźle pijana. Tego właśnie potrzebowałam.
— Doleje pan jeszcze. — Barman cicho się zaśmiał i dolał mi kolejnego.
— Dziękuję — wydukałam i już miałam upijać kolejny łyk, ale poczułam ciepłe ramiona oplatające mnie w pasie.

Louis POV's

Po dzisiejszym spotkaniu z Renesmee potrzebowałem dużo do przemyślenia. Podziwiałem ją, że przyszła do mnie. Nieważne, że uciekła. Musiała się nad tym długo zastanawiać. Przecież byłem zwykłym dupkiem. Teraz to wiem, ale wtedy nie za bardzo do mnie to docierało. Potrzebowałem żądzy zemsty za to co stało się mojej siostrze.
Za zgodą psychiatrów, pozwolili mi się przewietrzyć. Cały czas miałem przed sobą jej przestraszoną twarz. Bała się mnie. Jestem cholernym idiotą, że zrobiłem jej tyle krzywd. Już nigdy jej nie skrzywdzę i nikogo innego. To by była wielka głupota, a tamten Louis to nie ja. Już nie.
Przeszedłem koło znanego mi baru w okolicy. Jak zwykle było w nim pełno ludzi, lecz jedna osoba zwróciła specjalnie moją uwagę. Kurwa, Renesmee. Zdenerwowany wbiegłem do budynku. Była nachlana i ledwo trzymała się już na nogach.
— Coś ty z siebie zrobiła — wyszeptałem i przerzuciłem ją przez ramię.
— Nie zapłaciła — krzyknął barman,
Sięgnąłem do tylnej kieszeni i rzuciłem mu dwudziestodolarowy banknot i wyciągnąłem z kurtki dziewczyny telefon, by zadzwonić do Horana. Położyłem ją na ławce przed barem i wybrałem numer do przyjaciela.
— Renesmee?
— Jest totalnie nachlana. — Usłyszałem jak jak Niall przeklina w nerwach.
Spojrzałem w stronę dziewczyny, a blondynka lekko zadrżała. Instynktownie ściągnąłem z siebie kurtkę i przykryłem nią dziewczynę.
— Tylko ją tknij, a odetnę ci jaja. — Usłyszałem zamykane drzwi i warkot silnika.


Hej, witam po dłuższej przerwie. Mam nadzieję, że rozdział się choć trochę spodobał i w końcu macie perspektywę Louisa. No i rozdział jest trochę dłuższy od pozostałych. :)
Następny w poniedziałek. Udanego weekendu. :)



czwartek, 16 lipca 2015

Chapter twenty-nine



Cały dzień byłam rozkojarzona. Nie potrafiłam na niczym skupić. Po zajęciach wybrałam się z dziewczynami na zakupy. Zbliżały się święta, więc postanowiłyśmy rozejrzeć się za prezentami dla najbliższych. Wsiadłyśmy w pierwszy autobus i dotarłyśmy nim do centrum Nowego Yorku.
— Renesmee? — usłyszałam głos Kylie. Spojrzałam w jej kierunku i zrobiłam pytający wyraz twarzy.
— Jak się czujesz?
— Bywało lepiej — prychnęłam.
Nie miałam już siły rozmawiać na ten temat, który prowadził do tego, że się staczam. Szatynka nie zapytała o nic więcej i razem z Maią pochłonięte zakupami ruszyły przodem. Ja zostałam w tyle. Potrzebowałam ciszy, żeby wszystko sobie przemyśleć.
Ulice były dzisiaj bardzo zatłoczone. Czasami trudno było się gdzieś przepchać. Mnóstwo turystów zwiedzało dzisiaj okolice, przez co było jeszcze ciężej dostać się do kas. Kolejki były kilometrowe.
W ciszy zwiedziłyśmy kilka sklepów z akcesoriami i wybrałyśmy kilka drobiazgów. Kupiłam ozdobny wieszak dla mamy, a dla taty zawieszkę na kluczyki. Nie w sosie wróciłam do akademika i od razu rzuciłam się na łóżko. Dziewczyny spojrzały na mnie przejętym wzrokiem, a ja opatuliłam się kołdrą i pochłonęłam swoimi myślami. Stałam się taka jak wtedy kiedy to wszystko się zaczęło. Z powrotem zamknęłam się w sobie.
— Robimy pidżamową imprezę — wyskoczyła po chwili Kylie, zadowolona ze swojej decyzji. Jej radosna aura unosiła się po całym mieszkaniu.
— Nie będę wam przeszkadzać — powiedziałam. — Przenocuję w hotelu.
— Renesmee... — westchnęła cicho Maia.
— Pobawisz się i zapomnisz... Choć na chwilę. Wiem, że jest ciężko, ale odcinanie się od świata, niczego nie załatwi. Proszę, daj sobie pomóc — Usiadła koło mnie i potarła delikatnie moje plecy. Miała rację. Muszę być silna. Jego nie ma. Zabrali go.
— Dobrze niech będzie — powiedziałam, a Kylie klasnęła w obie dłonie.
— Wracasz do żywych, Estebes.
***
Gdy wybiła dwudziesta pierwsza w progu zjawił się Oliver, ale i Niall. Gdyby chciał coś złego zrobić, już dawno by to zrobił. Starałam się nie bać w jego obecności. Sprawiał osobę miłą. Wydawał się nie groźny.
— Cześć — przywitał się blondyn, spoglądając na mnie ze współczującym wzrokiem. Domyśliłam się, że chodziło o sytuację z rana.
— Cześć — odpowiedziałam, a chłopak cmoknął mnie w policzek.
— Jest okey? — wyszeptał mi do ucha, a ja przytaknęłam.
Chłopak odsunął się ode mnie i ostatni raz na mnie spojrzał, po czym wszedł do środka. Usiadł koło Kylie , a Maia włączyła " Uprowadzoną".
Usiadłam na podłodze i zamyślona oparłam głowę o nogi blondyna. Były ciepłe, więc nagrzewały mnie od tyłu.
Zauważyłam, że brunetka jest wtulona w jego tors. Uśmiechnęłam się do chłopaka. Zrozumiał o co chodzi, więc odwzajemnił uśmiech.
W połowie filmu wyszedł odebrać telefon. Kylie już słodko chrapała, więc położył ją na łóżku i przykrył kocem. Maia spała oparta o Olivera, natomiast ja w skupieniu oglądałam film. Uprowadzona... Taka jak ja. Wszystko znowu powracało. Wytarłam pierwszą spływającą łzę i gdy wrócił Horan udawałam, że nic się nie wydarzyło.
— Możemy porozmawiać? — zapytał.
Miał poważny wyraz twarzy. Poprosił, abym z nim wyszła. Założyłam kurtkę i powędrowałam z blondynem na dziedziniec szkolny. Oparł się o murek i zapalił jednego papierosa.
— Chcesz? — zapytał.
Nigdy nie paliłam jednak wyciągnęłam jednego szluga. Chłopak zapalił mi końcówkę, a ja zaciągnęłam się dymem. Cicho zakaszlałam. Nie potrafiłam tego robić, więc musiałam coś zrobić nie tak. Wyrzuciłam papierosa, na co chłopak się zaśmiał, jednak chwilę później spoważniał.
— Louis... — zaczął, a po moim ciele przeszły dreszcze.
— Nie, nie chcę o nim rozmawiać — powiedziałam i miałam wracać, jednak chłopak złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął z powrotem.
— Louis próbował popełnić samobójstwo.



Jest kilka spraw. Po pierwsze rozdział jest niesprawdzony. Nie mam laptopa, gdyż jest oddany do naprawy i piszę na telefonie. Nie mogę też komentować, gdyż na nie których blogach czytanych na telefonie tak mam. 

Następna sprawa. Pojutrze wyjeżdżam u wracam prawdopodobnie w środę. Rozdział pojawi się dopiero po wyjeździe.
No i mamy nowy szablon. Dziękuję za niego Pauli z 18th-street-jbff.blogspot.com. Prawdopodobnie zostanie już do końca opowiadania. 
Do 30.
Enjoy :*