To było naprawdę straszne. Nie wiedziałam co robić. Byłam przerażona. Ręce cały czas mi drżały, a głowa pękała od niespokojnych myśli. Było źle. Było bardzo źle. Spojrzałam na chytre spojrzenie Louisa, który po złamaniu ze mną kontaktu wzrokowego wpił się jak najmocniej w usta dziewczyny, a ręce ułożył tuż na jej gołych pośladkach. Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Odwróciłam od nich głowę i zaczęłam płakać. Muszę stąd wyjechać. Muszę wrócić do Londynu. Zmieniłam się i to chyba odpowiedni moment. Nie może mnie wiecznie dręczyć. Nie mogę tak dłużej żyć. To jest chore.
Z rozmyśleń wyrwało mnie mocne uderzenie w policzek, za który momentalnie się złapałam.
Spojrzałam na sprawcę tego incydentu, który był rozwścieczony całą sytuacją. Jego oczy przybrały czarnego koloru, a ręce nerwowo uderzały w przednie siedzenie.
- Wynocha Janice!- warknął po chwili, a ja spojrzałam w jego tęczówki, załzawionymi oczami.
Dziewczyna kipiała złością. Nie rozumiała całej sytuacji, dosłownie tak jak ja. W co on gra ? Pieprzony Tomlinson.
Zdenerwowana blondynka wysiadła z auta, trzaskając z całej siły drzwiami, zostawiając mnie sam na sam. z Louisem.
Gdy zorientował się, że jesteśmy sami, zbliżył się do mnie i złapał za ciąg włosów. Z całej siły za nie pociągnął, a drugą dłonią złapał za mój pośladek i mocno go ścisnął.
- Wkurwiłaś mnie Renesmee. Tak bardzo mnie wkurwiłaś. - powiedział i spojrzał na mnie zabójczym wzrokiem, na co lekko zadrżałam. Wiedziałam, że to nie koniec. Jednak miałam skrytą nadzieję. Marzyłam, żeby to był tylko głupi sen, z którego się zaraz obudzę.
Odwróciłam od niego wzrok, nerwowo pocierając dłońmi. Nie chciałam go odpychać. Bałam się, że jeszcze bardziej go zdenerwuję, lecz za nim zdążyłam do końca odkręcić głowę, puścił mnie całkowicie, a zamiast tego złapał w dłonie moją twarz i obrócił ją z powrotem w swoim kierunku.
- Jeszcze się nie nauczyłaś, że masz być posłuszna? - krzyknął. Zaskoczyła mnie jego gwałtowna zmiana wobec mnie, lecz to była widocznie tylko cisza przed burzą.
Zamyśliłam się, na co chłopak przyłożył mi z całej pięści w twarz. Złapałam się za bolące miejsce, lecz ten odciągnął moje dłonie i ścisnął mocno moje nadgarstki. Czułam jak jego ostre paznokcie, przebijają mi skórę. Bolało i to bardzo, lecz strach był o wiele gorszy. Najgorsze był to, że ciągle narastał, a ja nie wiedziałam jak z nim walczyć. Jestem zbyt słaba, by walczyć. Jestem już nikim.
- Do cholery jasnej opowiedz? - warknął jeszcze mocniej ścisnął nadgarstki, które bolały teraz dwa razy mocniej. Potrzebuję jej. - pomyślałam.
Uniosłam wyżej głowę i spotkałam się z jego złowieszczymi tęczówkami, który wydawało mi się, że próbują mnie teraz przestrzelić.
Cicho westchnęłam i niechętnie wykrzywiłam usta.
- Przepraszam. - wyszeptałam, a chłopak poluźnił uścisk, aż w końcu puścił moje nadgarstki. Jego tęczówki przybrały znowu naturalnego odcieniu, a twarz ze złej, przybrała wyraz zadowolenia.
- Grzeczna dziewczynka- wyszeptał mi do ucha, przygryzając lekko jego płatek, na co się wzdrygnęłam. Chłopak momentalnie się odsunął, ukazując rząd białych zębów.
Jego dłonie puściły mnie i powędrowały w dolne partie swojego ciała. Czy on?...? - pomyślałam i zauważyłam, że rozsuwa rozporek i zwinnym ruchem pozbywa się swoich spodni.
Złapałam się za dłonie, którymi niedługo potem, zasłoniłam otwarte usta. To tylko sen. To musi być sen. Uszczypnęłam się, ale wtedy zrozumiałam, że to rzeczywistość. Znalazłam się w niekomfortowej sytuacji i nie potrafię nic z tym zrobić. Nie mogę przecież ulec, ale przecież muszę. On mnie do tego zmusi.
Zaraz potem pozbył się swoich bokserek. Wcześniej widziałam tylko nieduże wypuklenie na jego spodniach, a teraz widzę jego ogromnego kolegę, kt9rego trzyma w swoich dłoniach. Zauważyłam, że na jego twarzy pojawia się ogromny uśmiech i z wielką radością zbliż się w moim kierunku. Chce stąd uciec. Tak bardzo chce teraz zasnąć, zemdleć. Cokolwiek, aby nie musieć tego przechodzić.
Gdy znalazł się zbyt blisko, odsunęłam się lekko, zderzając się z zimnym siedzeniem za mną. Chłopak cicho się zaśmiał i zbliżył jeszcze bardziej, uniemożliwiając mi jakąkolwiek ucieczkę.
- Głupiutka Renesmee. - pogroził mi palcem i złapał za moje dłonie i skierował je w stronę swojego penisa. - Dotknij go!-złączył moje dłonie i wsadził po między nie swojego członka. Czuła, że zaraz zwymiotują, a mimo to próbowałam wykonywać jego polecenia.
- Baw się nim! - krzyknął, gdy zauważył, że dotknęłam go pełnymi dłońmi. Nie za bardzo wiedziałam co mam robić, więc nerwowo obracała go w dłoniach i ściskałam. Wtedy chłopak zaczął jęczeć, a ja poczułam odruch wymiotny. Złapałam się za buzię, a chłopak skierował swoje oczy, w moją twarz.
- Jeszcze nie teraz skarbie. - powiedział namiętnym tonem i odciągnął moje ręce i schował je, pod moje udo.
- Rozluźnij się! - zdenerwowany warknął, gdy zauważył, że jestem skrępowana. Bałam się, tego co chce zrobić. Bałam się, że zaraz dojdzie do czegoś więcej. Ja nie chcę.
Zauważyłam, że chłopak lekko się unosi, przez co jego penis znalazł się na wysokości mojej twarzy. Nie mogę tego zrobić. Ja, ja tego nie chce.
- Otwórz tą buzię Renesmee! - rozkazał i siłą wepchnął przyrudzenie w głąb mojej buzi, przez co moja twarz przybrała zielonkawych kolorów. Był naprawdę ogromny, a ja robię coś takiego pierwszy raz.
- Ssij go. -
Nie ja tak nie mogę. -pomyślałam, po czym wyplułam członka. Chłopak był nieźle wkurzony i po raz drugi wepchnął mi go do buzi. Przecież to musi się skończyć. Podjęłam ryzykowną decyzję, lecz to był jedyne wyjście z tej sytuacji.
Z całej siły ugryzłam penisa, Tomlinsona.
Widziałam jak chłopak robi się cały czerwony i wyjmuje kolegę z mojej buzi.
Złapał się za bolące miejsce i spojrzał na mnie złowrogim wzrokiem..
- Suka! - krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił i naciągnął na siebie bokserki i spodnie. Następnie wyszedł z samochodu i siłą wypchnął mnie ze środka, rzucając na ziemię. - Ty pieprzona ździro! - kopnął mnie z całej siły w brzuch, na co skuliłam się w kłębek. - Nie ujdzie ci to płazem idiotko. Jesteś skończona. Kumasz? - zamachnął się na mnie z pięściami i z całej siły zaczął mnie okładać w brzuch. Zawyłam z bólu, gdy zauważyłam, że na chwilę przestał.
Zaraz potem zaczął kopać mnie z całej siły, dopóki nie znalazłam się pod ścianą jakiegoś budynku.
- Wstań. - nakazał.
Spojrzałam na niego błagalnym ttwzrokiem, a w kącikach oczu pojawiły się łzy. Nie potrzebnie to zrobiłam. To,... To jest gorsze od tamtego. Boże pomóż mi. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Czułam jak moje policzki płoną, jednak wiedziałam, że chłopak nie zamierza odpuścić.
- Ja.. Nie dam rady. - wydusiłam z siebie ostatnie słowa i poczułam jak moje powieki powoli się zamykają. Nie miałam zamiaru z nimi walczyć. Odpłynęłam.
W końcu poczułam ulgę. Dziękuję Boże. Dziękuję, że mnie wysłuchałeś.
Tak, wiem. Miał się pojawić wczoraj, ale nie dałam rady i jest dzisiaj. Miałam już go dzisiaj nie pisać, ale mimo, że byłam już ledwo żywa, udało mi się coś napisać. Może być?
Wiem, że już kolejny raz nie dodaję w terminie, ale staram się. Na niekt9rych blogach, czasami trzeba czekać miesiąc na kolejny rozdział, a ja staram się przynajmniej co tydzień. Mam nadzieję, że rozumiecie, że jeszcze jest szkoła i życie prywatne. -
Dlatego teraz jest data sobota/niedziela, żeby nie było.Kocham was i do następnego. :)
Czytasz=komentujesz








