sobota, 9 maja 2015

Chapter twenty


Rano przebudziłam się dosyć wcześnie. Mojej uwadze nie umknął fakt, że w domu panowała jeszcze grobowa cisza, co znaczy że Tomlinson jeswiem śpi. Opatuliłam się ciepłym kocem i po cichu podreptałam w stronę drzwi. Gdy usłyszałam jego głośne chrapanie, lekko podskoczyłam, po czym wcieliłam swój plan ucieczki w życie. Miałam teg.o nie robić, ale nie mam wyjścia. Jeżeli jeszcze chcę żyć muszę to zrobić. Muszę stąd uciec jak najszybciej się da. Przekroczyłam próg przedsionka i zahaczyłam opuszkami palców o klamkę drzwi wyjściowych. Wzięłam głęboki wdech i mocniej ją pociągnęłam, a drzwi otworzyły się z hukiem. Zadrżałam. Przekroczyłam próg drzwi. Miałam duże obawy. Coraz bardziej zbierał się we mnie strach. On mnie zabije, jak się dowie. Mimo to ruszyłam przed siebie, jednak poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu.
- Myślałaś, że uda ci się uciec? - zapytał znajomy mi głos, jednak nie był to głos Louisa. Niall. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, lecz ten przyłożył mi z pięści w twarz i zaciągnął siłą do z powrotem do domu.
- Głupia idiotka. Popełniłaś duży błąd dziwko.
- cały czas powtarzałam sobie w myślach to zdanie i wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem skończona.
- Co do kurwy jędzy? - zapytał Louis, schodząc po schodach. Cały czas byłam w objęciach Nialla. Chłopak mnie momentalnie od niego zabrał i rzucił w drugi kąt. Czułam ogromny ból w kolicach prawego ramienia. Obróciłam rękę i zauważyłam ogromną ranę, z której sączyła się czerwona ciecz.
- Próbowała uciec - powiedział Niall, spoglądając ukratkiem na mnie. Tomlinson momemntalnie obejrzał się w moim kierunku i obrzucił mnie złowrogim wzrokiem.
- Zostaw nas Niall! - warknął w stronę chłopaka. Blondyn niechętnie zerwał się z kanapy i pożegnał Louisa machnięciem ręki. Odprowadziłam go wzrokiem i zauważyłam jak znika za werandą. Gdy wychodził trzasnął za sobą drzwiami. Zostawił mnie samą z nim. To nie może się dobrze skończyć.
Brunet skierował się w moim kierunku. Natychmiast zasłoniłam się ramionami i skuliłam w kłębek. Wiedziałam doskonale co mnie czeka, jednak to był stały odruch. Uklęknął przede mną. Zauważyłam, że nad czymś się zastanawia. Co jeżeli obmyśla plan działania? Zaczerpnęłam głęboko powietrza i odwróciłam głowę. Nie chciałam patrzeć jak mnie uderza.
Mijały jednak chwile, a on nie wykonał żadnego ruchu. Dlaczego? Dlaczego jeszcze nic się nie wydarzyło? To niemożliwe. Spojrzałam z powrotem na jego twarz, ale była już o wiele łagodniejsza.
— Pokaż mi rękę — niechętnie podałam mu dlon. Chłopak sam odwinął rękaw. Poczułam silne pieczenie. Tomlinson skrzywił się, cały czas nie odrywając wzroku od ramienia.
— Chodź musimy ci to opatrzeć — powiedział tonem gotowym do działania i wyciągnął w moją stronę prawą dłoń.
Bałam się mu zaufać. Prawda jest taka, że teraz może być miły, ale za sekunde może być zupełnie inaczej. To jego dwa oblicza, która są dla mnie zagadką.
— Nie bój się. Proszę — odwzajemniłam uścisk, a on delikatnie uniósł mnie ku górze i przerzucił przez ssiebie. Nie miałam zamiaru się szarpać. Jest miły. Nie chcę, żeby zaraz wybuchnął.
Usadził mnie na blacie kuchennym, a sam zajął się poszukiwaniem bandaży. Oczyścił ranę wodą utlenioną i zaczął okręcać moje okaleczone ramoę. Lekko się wzdrygnęłam, a chłopak spojrzał się na mnie z przejęciem.
— Nie mam zamiaru już być takim potworem — powiedział nagle, gdy skończył użerać się z bandażem. Spojrzałam na niego podejrzliwym wzrokiem, a on kontynuował.
— Nie popełnić błędu twojego ojca — dodał, ale chyba nie skończył. Chciałam mu przerwać, ale mówił dalej.
— W 2007 twój ojciec wracając o bar, nieźle się upił ze swoim kolegą. Wracał późno. Dokładnie tak jak moja siostra. Miała lekcje baletu i nie miał kto jej odebrać. Niestety trafiła na twojego ojca. Zgwałcił ją i zabił.
Myślałam, że oczy zaraz mi wyskoczą. Przecież to nie możliwe. On by tego nie zrobił. Nie! Nie mieści mi się to w głowie.
— Dlatego taki jestem, a raczej byłem. Nie chcę być takim skurwysynem jak twój ojciec — dodał. Zauważyłam jak z jego oka wylatuje pojedyncza łza. Spontaocznie przytuliłam go do siebie, a on dziwnym sposobem nie protestował. Bardziej wtulił się w moje zdrowe ramię i wypłakiwał ostatnie łzy. Dopiero teraz widzę jak długo to musiał w sobie trzymać. On cierpiał, lecz moim kosztem. A wszystko przez mojego ojca.
W końcu się ode mnie oderwał i spojrzał głęboko w oczy.
— Przepraszam Renesmee. Tak bardzo cię przepraszam.
------------------------------------------------
Hej. I zjowu krótki i trochę, no i niesprawdzony. Przepraszam. Nawaliłam. Ale Louis jest miły, to wy może też nie będziecie źli. Jeszcze może mu się odmoeni, ale chyba raczej twgo niw chce.
No nic. Do następnego.

Protection-fanfiction-pl.blogspot.com


piątek, 1 maja 2015

Rozdział?

Nie to jeszcze nie rozdział. Pojawi się on pewnie dopiero w następnym tygodniu. Powód? Jestem na majówce w Kokotku do niedzieli i nie mam kiedy napisać. Bardzo wasz przepraszam. Mam nadzieję, że zrozumieć ie. Miłego 3-dni owego weekendu. Do zobaczenia w następnym rozdziale.
Chyba powinna iść spać. Jest 00:27, a o 6 pobudka. Nie ciekawie.
Kocham was,
Do następnego smerfy :)
Wasza Ola :)

czwartek, 23 kwietnia 2015

Chapter nineteen

Od kiedy został am siłą wyciągnięta wozu Tomlinsona, nie zdołałam wydobyć z siebie żadnego słowa. Nie wiem czy to ze strachu, czy ze złości. Popełniłam dużo błąd ufając Niallowi. Po części znałam jego oblicze, ale nie wiedziałam, że jestem zdolna posunąć się do  tak nie mądrego czynu. Oparłam głowę o framugę okna i w milczeniu wpatrywałam się w mijane przez nas drzewa. To już kilku dziesiąte z kolei. Czas strasznie wolno leci, ale zdaje mi się, że jest około czwartej. Zacisnęłam obie ręce. Byłam strasznie zmęczona, jednak bałam się zasnąć. Porywacz był nieobliczalny. Nadal nie wiem, co on planuje. Jednocześnie może mnie gdzieś wywieźć i zakopać głęboko w lesie, tak aby nikt mnie nigdy nie znalazł.
Gdy usłyszałam dzwonek telefonu, natychmiast się ożywiłam. Przyjęła prostą pozycję i czekałam aż odbierze komórkę. Dokładnie obserwowałam jego każdy ruch. Przeciągnął po ekranie i przy stawił telefon do ucha. Rozmawiał bardzo dyskretnie, a gdy zauważył moje zaciekawienie, nałożył słuchawki na uszy i szeptał do osoby po drugiej stronie.
Wrócił am do swojej poprzedniej pozycji. Chłopak w tym samym momencie skończył konwersację. Udałam, że śpię.
Gdy poczułam, że samochód gwałtownie skręca, lekko podskoczyłam do góry i cicho pisnęłam. Nadal miałam kilka ran po poprzednim incydencie.
Chłopak cicho zachichotał, lecz gdy spojrzał w moim kierunku, miał poważną minę.
— Twoja przyjaciółka już jest na miejscu, jeżeli byś chciała wiedzieć — prychnął.
Pokiwałam mu głową, a on natychmiast się odwrócił i złapał ponownie kierownicę, a drugą rękę schował tuż za głową i wyluzowany, skręcił w następną uliczkę.
— Już niedaleko — usłyszałam z jego ust.Nic się nie odezwałam. Sama nie wiem, czy chce aby ta podróż kiedykolwiek się kończyła. Teraz jest miły, ale to drugie jego oblicze, najczęściej jest przez niego używane.
Staram się mu nie pod paść, bo boję się konsekwencji.
Samochód gwałtownie zahamował. Dopiero teraz spostrzegłam, że faktycznie jesteśmy w głębi lasu, a na środku stoi niewielki domek letniskowy, przy którym właśnie rozbłysło światło.
Louis wysiadł z samochodu i okrążył samochód i zaciskając uścisk na moim nadgarstku, siłą wyciągnął mnie z samochodu, przez co wylądowałam na kolanach na ziemi. Zdenerwowana wstałam na równe nogi i wytrzepałam z siebie mokry piasek. Zauważyłam jak kilka kropel spada do małej kałuży przede mną. Podreptałam za Louisem do drzwi. Miałam szansę na ucieczkę, ale nie znam drogi, a on i tak by nie znałam. Wolę nie ryzykować. Jeszcze nie teraz.
Tomlinson otworzył szeroko drzwi. Pozwolił mi samej wejść do środka, bez zbędnych zaczepek. Zapalił za mną światło, a przede mną ukazał się ogromny salon. Wpatrywałam się w niego ze zdumieniem.
— Patrz póki możesz, bo tam gdzie jest twoje miejsce nie ma takich luksusowy.
Cicho westchnęłam na jego słowa i zauważyłam jak w mojej dłoni znajduje się kubek.
— Pij — rozkazał, na co ja upiłam ogromny łyk i w końcu opróżniłam całą szklankę. Odłożyłam kubek na miejsce i oparłam się delikatnie o ścianę, czując jak ogromny ból, rozchodzi się po mojej głowie. Byłam cała rozpalona. Przez wcześniejszy strach, nawet się nie spostrzegłam, że jestem chora.Spojrzałam na Louisa, który przyglądał mi się z zaciekawieniem.
— Mogłabym prosić o jakąś tabletkę? — niechętnie zapytałam. Nie sądziłam, że tak szybko zareaguje.
Wyjął z jakiejś szafki z góry tabletki i podał mi do dłoni, a z boku położył szklankę z wodą.
Gdy upiłam łyk wody, zauważyłam, że cały czas nie odrywa ode mnie wzroku.
Odstawiłam szklankę i stanęłam prosto, wyczekując dalszych jego zamiarów.
Mijały kolejne minuty i w końcu zrezygnowany blondyn, oparł się o blat w kuchni i cicho westchnął.
— Czekałem na twoje pytanie Renesmee, ale widzę, że nie interesuje cię dlaczego tu jesteś.
Cicho westchnęłam. Faktycznie miał rację. Chciałam wiedzieć, ba bardzo chciałam, żeby mi to wyjaśnił, jednak bałam się, że się na mnie zdenerwuje. Że znowu zrobi mi krzywdę, a tego nie chcę. Cokolwiek się stało, przez co to robi, ni liczy się dla mnie tak jak przeżycie z rąk Tomlinsona. Naprawdę wierzę w to, że rodzice zawiadomili już policję i nie długo mnie tu znajdą.
Wzięła głęboki wdech. Nie spodziewałam się, że Tomlinson mnie uderzy. Nie byłam już pewna żadnego jego ruchu. Złapałam się za piekący policzek i osunęłam się na ziemię.
— Masz na mnie patrzeć, gdy do ciebie mówię. — kopnął mnie z całej siły w brzuch.
Spojrzałam  na niego przelotny spojrzeniem. Na jego twarz wkradł się chytry uśmieszek. Ten człowiek jest nie obliczalny.
Podniósł mnie gwałtownie z ziemi i przerzucił przez ramię. Zaniósł mnie do salonu, delikatnie układając na kanapie. Gdy jego palce musnęły moje ciało, lekko się wzdrygnęłam. Opadłam na łóżku, a jego postać delikatnie pochyliła się nade mną i okryła od pasa w dół puszystym kocem.
Ile on ma jeszcze wcieleń? Louis Tomlinson to wielka zagadka, która kryje wiele tajemnic.
Wtuliłam policzek w poduszkę i przymknęłam powieki, żeby zaraz móc je otworzyć. Louisa już nie było, a światło nagle zostało zgaszone. Kilka razy zamrugałam i w końcu usnęłam. W końcu mogłam ulotnić wszystkie moje myśli.
Obudziłam się dopiero, gdy usłyszałam ogromny huk, dochodzący z pomieszczenia obok. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku. Zauważyłam, że obok były zapalone żarówki. Podreptałam do ściany i zauważyłam postać Louisa, która klęła nad resztkami talerza. Już miałam wracać, lecz skrzypiąca podłoga, wydała nieprzyjemne odgłosy, a postać chłopaka skierowała się w moim kierunku.
— Kto do cholery pozwolił ci wstać? — warknął, oblizując wargi. Zbliżył się w moim kierunku i przyparł mnie do ściany.
— No odpowiedz! — warknął, aż zadrżałam.
— Nikt... Ja...ja przepraszam — spuściłam głowę, czekając na jego dalszą reakcję.
— Wracaj do łóżka i mnie nie wkurwiaj.
Ominął mnie dookoła i zniknął za werandą. Zdesperowana zrobiłam to co mi kazał i z powrotem wróciłam do łóżka. Dzisiaj nie było aż tak źle, ale nie wiadomo co będzie dalej. Tomlinson jest nieobliczalny.
__________________________________________________________________________
Hej, hej, hej. Witam na długo oczekiwanym rozdziale. Mam nadzieję, że jest w miarę. Wyraźcie swoją opinię w komentarzach. Zapraszam na drugiego bloga http://victim-fanfiction-jb.blogspot.com/ i bloga przyjaciółki http://die-for-you-biersack-fanfiction.blogspot.com/.
Do następnego :))))))

niedziela, 19 kwietnia 2015

Kiedy rozdział?

Hej, wiem że rozdziałuy nie ma już całkiem długo. Egzaminy już w tym tygodniu... :(((( A jeszcze jutro sprawdzian z historii masakra. Rozdział postaram się dodać za tydzień w sobotę lub w niedzielę, a potem już będą regularnie, może nawet dwa razy w tygodniu, kto wie.
No nic wyczekujcie nowego rozdziału. Ktoś tu jeszcze jest, prawda?
Dziękuję za te już prawie 5 miesięcy. Jesteście wspaniali.
Trzymajcie się i do następnego.
A tym co również mają egzaminy, Good luck!
A i jest nowy szablon... Jak się podoba?
Jak ktoś ma ochotę to zapraszam na http://victim-fanfiction-jb.blogspot.com/.

Ola