piątek, 9 stycznia 2015

Chapter four

Chapter five- 17.01

Teraz już mogłam mieć pewność. To on to zrobił. Próbowałam za wszelką cenę ukryć przed nim mój strach, który wciąż we mnie narastał. Chłopak natomiast nie odrywał ode mnie wzroku. Jego wzrok lustrował mnie od góry do dołu, a zaraz potem z jego ust wydobył się głośny dźwięk.
Odstawiłam kubek na miejsce i bez wahania skierowałam się w stronę ciemnego korytarza. Tamtej nocy jedno znacznie kazał mi na siebie uważać, a jak na razie nic nie idzie w tym kierunku, abym wyszła z tego cało. Muszę od teraz bardziej na niego uważać.
Desperacko poszukiwałam łazienki, ale nie sądziłam, że ją znajdę w tym ogromnym domu. Willa miała około trzech pięter, a ja nie jestem przezwyczajona do przebywania w tak ogromnym mieszkaniu. Sprawia, że nie za dobrze się w nim czuję i nie potrafię rozluźnić emocji, które teraz nade mną górowały.
 W końcu jednak zauważyłam dwie postacie wychodzące z jakiegoś pomieszczenia na końcu korytarza.
- Um.. przepraszam. - szepnęłam do wysokiego bruneta z burzą loków na głowie, sprawiając, że się przy mnie zatrzymał. - Wiesz, może gdzie jest łazienka?-zapytałam, a ten popatrzył na mnie złowieszczym wzrokiem.
Chłopak wskazał drzwi, z których przed chwilą wyszedł. Już miałam iść, ale ten cicho chrząknął.
- Jestem Harry. - wyciągnął do mnie dłoń, a ja mu zawtórowałam.
- Renesmee.
Chłopak uśmiechnął się i szepnął mi do ucha. -  Wiem skarbie i dla Twojego dobra radzę ci stąd zniknąć ja najszybciej. - musnął płatek mojego ucha, a zaraz potem odprowadzałam go wzrokiem.
Musiałam teraz działać racjonalnie. Nie powinnam się pakować w kłopoty, ale one same do mnie przychodzą.
Próbowałam zachować spokój, ale moje serce biło coraz szybciej. Czułam jakbym zaraz miała zemdleć.
Przejechałam dłonią po ścianie i ledwo utrzymałam równowagę. Rękę nadal pozostawiłam na ścianie i z jej pomocą skierowałam się tuż pod same drzwi. Musiałam jak najszybciej zaczerpnąć powietrza.
Przepchałam się przez gromadę ludzi i w końcu dotarłam na zimne powietrze z ulgą siadając na drewnianej ławce, ale od razu gdy usłyszałam jego głos moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Schowałam się z boku domu i obserwowałam każdy ruch, który zrobił.
Widziałam jak płacił za coś Harremu, ale za co.
- Jesteś pewny, że karteczka trafiła do jej osoby? - zapytał blondyn, a lokowany potwierdził mu kiwnięciem głowy.
Poczułam jak serce podskakuje mu do gardła. Jeżeli mówi o mnie, to chyba zapadnę się pod ziemię.
Wytarłam łzę spływającą po moim policzku, a w środku nastała cisza.
Jak najszybciej znalazłam się w środku i myślałam, że zaraz wybuchnę płaczem. Nie powinnam wracać.- pomyślałam.
Wysoka szatynka złapała za mikrofon i położyła przed sobą dwie ogromne kule.
Włożyła do jednej z nich dłoń i wylosowała karteczkę, uśmiechając się na jej zawartość.
- Pierwszym, który się zabawi... jest... Niall.- wyszukiwałam go wzrokiem i ujrzałam niewysokiego blondyna, który cieszył się ze swojej wygranej.
Stanął na środku sali, a dziewczyna włożyła rękę do kolejnej kuli.
- Dziewczyną do zabawą zostaje Maia.
Co ?
 Spojrzałam na blondynkę, która płakała. Niechętnie podeszła do kanapy.
- Zdejmij sukienkę, suko. - zawarczał, a ja mimo nie przemyślnej decyzji, postanowiłam jej pomóc.
- Chce wejść za nią. - powiedziałam, na tyle głośno żeby mnie usłyszał. Chłopak głośno przełknął ślinę i spojrzał w moim kierunku. Uniósł wysoko brwi i popchnął blondynkę na bar, w skutek czego uderzyła o niego mocno głową.
Oliver podszedł do mnie i zastąpi mi drogę.
- Nie możesz Renesmee. Nie powinnaś. - zmrużył oczy
y, a ja się do niego lekko uśmiechnęłam, po czym podążyłam przed siebie, omijając go szerokim łukiem.
Zrobiłam postawę psa, a chłopak sam zdarł ze mnie sukienkę, przez co poczułam chłód, który przeszył całe moje ciało.
- Jesteś sina, suko. -  warknął i uderzył pierwszy raz biczem, klnąc widząc tylko lekkie zaczerwienienie.
Zamachnął się jeszcze raz, tylko zrobił to ze zdwojoną siną. Pierwszy raz syknęłam z bólu, a chłopak w końcu wydał się zadowolony.
Nastała chwila ciszy, myślałam, że uderzy jeszcze raz, ale tego nie zrobił. Ścisnął jednak leniwie moje pośladki, zanim usłyszeliśmy głośne syreny alarmowe. To zapewne policja.
- Kurwa. - zaklął, a ja poczułam ciepłe ramiona Olivera, które oplatają mnie w pasie.
- Ałł. - zajęczałam, a ten uśmiechnął się smutno. -  Śpij księżniczko. Poczułam jak coś wstrzykuje mi do żył. Chciałam za protestować, ale nie miałam już siły.
Moje powieki same się zamykały, a ja nie zamierzałam z nimi walczyć. Zasnęłam.
                                                                  ***

Obudziłam się, gdy promienie słońca na siłę próbowały przedostać się przez okno. Przetarłam leniwie oczy i od razu mnie zemdliło. Pędem wygramoliłam się z łóżka i zatrzasnęłam drzwi do łazienki. Ukucnęłam nad kiblem.

- Dziękuję. - wyszeptała osoba za mną. Odkręciłam się na pięcie i ujrzałam nadal zapłakaną Maię. Od płaczu miała całe podpuchnięte oczy, a jej włosy wywracały się w różne strony.
Wstałam podpierając się kibla i uśmiechnęłam  się do dziewczyny.
- Oliver kazał dać ci jakieś leki jak wstaniesz. Leżą na stole. -  zmieniła temat, a ja zgasiłam za sobą światło.
Usiadłam na krześle w kuchni i połknęłam kilka kapsułek. Ciekawe na co to? - przeszło mi przez myśl i mój wzrok padł na niewielką czerwoną kropkę w zgięciu ręki. Moje rozmyślenia przerwała blondynka.
- Znalazłam kartkę na podłodze. Jest do ciebie. - podała mi ją do ręki, a ja domyśliłam się od kogo ją dostałam. Miałam jednak cichą nadzieję, że się mylę.
'' Wypaplasz komuś o tym co się stało lub o tym co widziałaś, a cię zniszczę suko.
PS Myślę, że czeka cię karma, za Twoje niemądre zachowanie. Nawet nie wiesz z kim zadarłaś. ''

Heloł :) W końcu weekend. Jeszcze tylko tydzień :) Jak tam w szkole ? Jakie macie średnie ? Mam nadzieję, że spodoba wam się rozdział i wyrazicie w komentarzach swoją opinię. Nominacje do Liebster Award oddam, albo jeszcze dzisiaj albo jutro. Trzymajcie się. Do następnego.

czwartek, 8 stycznia 2015

UWAGA!!!

Nowy rozdział (tkz. Chapter four) pojawi się zamiast dzisiaj,  jutro. Przepraszam za zmianę terminu. Chciałabym go jeszcze lekko poprawić i powyłapywać błędu. Jeszcze raz przepraszam i życzę miłej nocki i udanego piątku. Widzimy się jutro :)


















Jak tam w ogóle średnie?  Oceny już powystawiane?  Ktoś jeszcze ma ferie od 17 stycznia?
Nie przedłużam. Dobranoc.

niedziela, 4 stycznia 2015

Chapter three

Chapter four-8.01

'' Musisz wyjść w końcu z ukrycia. Nie rozumiesz,  że tak nie można dalej żyć.!
Patrzyłam na zdenerwowanych rodziców,wymieniając z nimi spojrzenia. -  Jesteś psychiczna Reneesme. - To jest już choroba. ''
Przebudziłam się cała zdyszana,  nie do końca pojmują co się dookoła mnie dzieje. Rozejrzałam się po pokoju. Ściany były w kolorze bladożółtym, dookoła poobklejane różnorodnymi plakatami. W głowie zaczęło mi się roić tysiące myśli. Kim jest osoba, która mnie zaatakowała? - pytanie nie dawało mi spokoju.  Schowałam głowę w dłoniach i poczułam bandaż owinięty dookoła mojej głowy.
- Hej. - powitał mnie Oliver i okrążył dookoła łóżko, żeby się przy mnie znaleźć. -  Jest okej?
- Ta-tak. - skłamałam, a ten wygiął usta, widząc liczne siniaki na moim ciele.
- Znowu kłamiesz Rene. - miał rację.
Z wstydem spuściłam głowę, a ten oczyścił ranę na czole. Gdy skończył wtuliłam się w jego ciepły tors. Chłopak nie zaprotestował.
- Dziękuję. - wyszeptałam i oderwałam się od niego. -  Dziękuję za wszytko Oliver. - powiedziałam i skierowałam się w stronę drzwi, a on podążył tuż za mną.
- Idziesz już? - zapytał, gdy znalazłam się przy wyjściu.
Obróciłam się w jego stronę i zauważyłam, że jest w samych spodniach.
- Tak. Ja powinnam już iść.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi i chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę swojego pokoju. Dziewczyny już nie spały.
- Gdzie byłaś? - zapytała Kayle, a ja na nią spojrzałam. Wyglądała jeszcze gorzej niż ja. Zakryłam ręką usta i podreptałam do swojego łóżka.
- Mogłabym zadać ci to samo pytanie. - prychnęłam i zaczęłam szukać odpowiedniego stroju na pierwszy dzień.
Wybrałam luźny czarny top i granatowe rurki. Jedynym moim utrapieniem była ogromna rana na czole.
- Daj, pomogę ci z tym. - za proponowała Kaylie. - Masz puder?
Przypomniałam sobie o kosmetyczce, którą zapakowała mi mama. Powinien tam być. Podałam brunetce, a ta nałożyła na mnie wystarczającą ilość, a rany prawie, że nie było widać. Jestem pod wrażeniem. Uśmiechnęłam się do lustra, a Kaylie zrobiła mi zdjęcie i wrzuciła na swojego instagrama.
- Możemy już iść? - zapytałam, patrząc na godzinę. Przysięgam na Boga, że zaraz się spóźnimy.
- To tylko apel. Nie powinniśmy się nim przejmować. - wtrąciła Kayle.
- Jak uważasz. - usiadłam na łóżku. Mój wzrok cały czas znajdował się na Kaylie,  która za wszelką cenę,  próbowała ukryć siniaka pod okiem.
W końcu zakończyła sukcesem i wszystkie trzy zjechałyśmy na parter,  kierując się w stronę hali sportowej. Na szczęście jeszcze nie zaczęli. - ulżyło mi.
Usiadłyśmy na wolnych miejscach, koło jakichś chłopaków.
- Mogę prosić o ciszę?-zapytała dyrektorka, a ktoś z tyłu się odezwał.
-Prosić to pani może, ale oczekiwać od nas tego raczej pani nie powinna. - większość na sali się zaśmiała, a mi jakoś nie było do śmiechu.
W końcu jednak nastała cisza na sali, a dyrektorka zaczęła mówić, a ja myślałam,że tam zaraz zasnę.
-... no i zapraszam wszystkich nowych jak i starszych na dyskotekę, abyście mogli się bliżej wszyscy poznać. Dziękuję serdecznie za uwagę. - zniknęła gdzieś za drzwiami, a ja z dziewczynami wróciłyśmy do naszych pokoi.
Moje myśli były skupione wokół jednej rzeczy.
- Idziemy na dzisiejszą dyskotekę? - zapytałam Kaylie, a Maia wsłuchała się w naszą rozmowę.
Brunetka buchnęła śmiechem. Czy powiedziałam coś nie tak?
- To dla frajerów. - powiedziała i zaczęła czegoś szukać w torbie.
- No tak przepraszam.
- Spoko. - powiedziała i odwróciła się na pięcie w moją stronę. -  Idziemy na inną imprezę. - puściła mi oczko, a ja nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać.
- Nie wiem. - spuściłam głowę i opadłam na łóżko.
- Musimy iść. Jeżeli nie pójdziesz, nie będziemy miały tutaj życia.
- Oh... - cicho westchnęłam i zaczęłam szukać jakiegoś odpowiedniego ubrania, ponieważ zbliżał się wieczór.
W końcu znalazłam zieloną sukienkę,  którą od razu założyłam.
- Ładna sukienka. - skomplementowała mój strój Kaylie.
- Um.. Dziękuję. - posłała mi szczery uśmiech i nałożyła na siebie czarną obcisłą sukienkę,  która ledwo jej zakrywała pupę.
Maia nadal miała mieszane uczucia, ale wystarczy się tam pojawić. Wyjaśniła Kaylie.
Zdesperowana nałożyła na siebie niebieską bombkę i nałożyła trochę fluidu.
- Myślisz, że powinnam wyprostować włosy? - zwróciłam się do Kaylie.
-Myślę, że powinnaś również pomalować oczy i nałożyć tusz.
Za namową brunetki,  po dłuższej chwili zdecydowałam się na amatorski lekki makijaż. Wahałam się czy go nie zmyć, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam.                                 
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wszystkie trzy zeszłyśmy na dół,  kierując się w stronę wyjścia. Korytarze były ciemne, przez co o mało się nie wywaliłam.
Przed internatem czekał już na nas ogromny bus i gdy tylko wsiedliśmy odjechał z piskiem opon.
Kaylie i Maia zajęły wolne miejsca, a mi zostało jedynie miejsce stojące. Kilki chłopaków mnie zaczepiało, aż w końcu usłyszałam znajomy głos.
- Reneesme. Siadaj. - Oliver wskazał miejsce na swoich kolanach, a ja po kilku chwilach zdecydowałam się na jego propozycje.
- Ładnie wyglądasz. - szepnął mi na ucha i objął w pasie, żebym nie upadła.
Czułam się strasznie niekomfortowo. Pierwszy raz siedziałam u kolanach u chłopka. Czułam ciepłe ręce oplatające mnie w biodrach i jego ciepły oddech na mojej szyi.
O czym ja myślę ?
Myślałam, że zaraz spalę się ze wstydu, mimo że chłopak nic nie słyszał.
Na całe szczęście bus stanął, a drzwi się lekko uchyliły. Jesteśmy na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i zeszłam z Olivera, poprawiając z tyłu sukienkę i upewniając się czy aby na pewno jest na swoim miejscu.
W końcu wszyscy wysiedliśmy z pojazdu i razem z grupką nieznajomych ludzi weszliśmy do środka. Ktoś na siłę wepchnął mi drinka, ale nawet nie miałam zamiaru go pić
- Kogo to dom? - zapytałam, gdy znalazłam się koło Kylie.
- Um.. no ten.. Louisa Tomlinsona. - spuściła głowę, a ja nie wiedziałam dla czego.
- Kto to? - zapytałam z ciekawości. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy i jakby jej ulżyło. Wyciągnęła rękę na wprost i wskazała bruneta przy barze.
- O Boże.- wyszeptałam pod nosem i zasłoniłam usta ręką. Rozpoznałam te same rysy twarzy i uśmiech, który malował się teraz na jego twarzy.
- Idziesz tańczyć ?-zapytała Kaylie i potrząsnęła pupą, zwracając na sobie uwagę kilku chłopaków. Chciałam się zaśmiać, ale nie mogłam. Przypomniałam sobie o jej pytaniu i natychmiast jej odmówiłam.
- No jak chcesz. Miłej zabawy Rene.- posłała mi radosny uśmiech i zniknęła w tłumie ludzi.
Ja natomiast cały czas myślałam o zeszłej nocy. Czy to możliwe, że to był on ? Przecież to mógłbybyć każdy, a ja sobie właśnie coś uroiłam.

Przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam kilka kroków przed siebie. Każdy ze znajomych zniknął z zasięgu mojego wzroku. Stanęłam koło baru i patrzyłam w ślepy zaułek, aż w końcu przeniosłam wzrok. Spojrzałam jeszcze raz na niego. Rozmawiał z kimś i jednocześnie coś przeżuwał, ale na chwilę odwrócił głowę, zerkając na mnie. Chyba zaraz zemdleję.







Hej jak tam po weekendzie ? Szybko jakoś minął no i w środę już do szkoły :(Rozdziały do 17.01 mogą pojawiać się rzadziej, ponieważ, aż boję się, że będę musiała odpowiadać z historii oraz w trakcie tego półtora tygodnia, będę miała próbne egzaminy. Mam nadzieję, że zrozumiecie, jeżeli rozdział przez jakiś tydzień się nie pojawi. No, ale w końcu niedługo ferie. Kiedy wam popadają ? 
No nic. Nie przedłużam, jeszcze chciałabym podziękować tym osobom, które komentują rozdziały. Jestem wam bardzo wdzięczna i dziękuję za liczne wejścia :)
Do następnego.

czwartek, 1 stycznia 2015

Chapter two

Chapter three-4.01 

Ze snu wybudziło mnie czyjeś szarpanie. To pewnie Oliver-pomyślałam i się nie pomyliłam. Chłopak patrzył na mnie posyłając mi uroczy uśmiech.
- Jesteśmy na miejscu Rene. - powiedział, a ja wlepiłam w niego swój wzrok, obrzucając go złowieszczym spojrzeniem, za to że mnie obudzi. Chłopak cicho się zaśmiał, ale chwilę potem wróciliśmy do rzeczywistości.
- Mamy dokładnie dwie godziny, aby dojechać na miejsce i się zarejestrować w przeciwnym razie,  będziemy mogli wrócić tu dopiero za rok- powiedział i poszedł po wszystkie swoje bagaże,  a ja mu zawtórowałam.
To wcale nie byłoby takie złe. - pomyślałam i złapałam za moje torby, ale Oliwer od razu mi je wyrwał.
- Nie będziesz tego dźwigać. - usprawiedliwił się i podał mi same najlżejsze torby. Jest miły. Nie wiedziałam, że ludzie mogą być tacy uprzejmi. -pomyślałam i oboje zamówiliśmy taksówkę.
- Nie jest ci zimno? - zapytał,  kiedy wyszliśmy na dwór. Wymieniłam z nim szybkie spojrzenie i kategorycznie zaprzeczyłam,  jednak jego bluza chwilę potem wylądowała na moich ramionach. Nawet nie próbowałam protestować.
- Czemu skłamałaś?-zapytał, a ja wzruszyłam ramionami. Próbował coś powiedzieć, ale tuż przed nami pojawiła się zamówiona taksówka. Wsiedliśmy do środka i milczeliśmy.

Chwilę potem byliśmy na miejscu, a ciepłe powietrze dmuchnęło prosto na moją twarz. Grzejniki przed Szkołą?  SERIO? Wymieniłam spojrzenie, z Oliwerem,  który widocznie też był zaskoczony, a zaraz potem oboje weszliśmy do środka. Parter był w całości oblężony przez nowych uczniów!
Świetnie. 
-Reneesme.. - Ren..
- Hmm? - spojrzałam za trzymającego moje ramię Olivera.
- Poradzisz sobie? - zapytał z troską. Dokładnie tak samo moi rodzice.
- Ta.. Tak. - wykrztusiłam z siebie,  na co chłopak się uśmiechnął.
- Spotkamy się potem. - powiedział i zginął gdzieś w tłumie chłopaków przede mną.
Teraz moja kolej. Dasz sobie radę. Pokonałam znaczny dystans i podążyłam w stronę zmniejszającej się kolejki przede mną. Niechcący na kogoś wpadłam.
- Ja.. Przepraszam. - powiedziałam do osoby,  którą potrąciłam, a ta wydawała się nie być wcale zła.
- Jestem Kylie.  - wyciągnęła dłoń w moją stronę, a ja nią lekko potrząsnęłam.
-Renesmee.
-Słodkie imię. - zachichotała, a ja wyszeptałam ciche 'Dziękuję' ,  po czym obie udałyśmy się do kolejki.
- Skąd jesteś? - zapytała, a ja uśmiechnęłam się na myśl, że poznałam nową osobę.
- Z Londynu. - powiedziałam, a dziewczyna zaczęła piszczeć. Dopiero oo chwili się opanowała,  czując wzrok innych ludzi. Jej mina posmutniała, ale nie minęła minuta, a dziewczyna z powrotem tryskała energią.
- A ty skąd? - zapytałam.
- Z Irlandii. To niedaleko. - stwierdziła, gdy nadeszła moja kolej zapisów.
- Jak się nazywasz kochanie? - zapytała kobieta niskim tonem, zatapiając wzrok w komputerze.
- Reneesme Estebes.
- Dobrze.  - powiedziała i podała mi kluczyki do mojego pokoju. -  Zejdź później,  a wypełnisz wszystkie formalności
Złapałam za kluczyk i spojrzałam na dziewczynę,  którą przed chwilą poznałam.
- Jak masz numer? - zapytałam.
- Nie wiem. Zaraz sprawdzę. A ty?
-209.
- Ja też. - powiedziała, rzucając mi się naszyję. W końcu odsunęła się ode mnie i przybrała poważną minę.
Obie skierowałyśmy się w stronę windy. Właśnie ktoś wysiadał, a gdy przechodził z jego skóry powiał chłód. Ciekawe kto to? -pomyślałam i wsiadłam do windy.

Razem z Kylie wysiadłyśmy na drugim piętrze i znalazłyśmy pokój 209, który razem dzieliłyśmy, ale widocznie nie same. Spojrzałyśmy na dziewczynę na jednym z łóżek przy ścianie.  Spojrzała na nas i spoglądała to na jedną, a zaraz potem na drugą.
- Znasz ją? - szepnęłam do ucha wyższej o kilka centymetrów Kay, a ta jedynie wzruszyła ramionami,  zajmując jedne z łóżek. Mi zostało to przy oknie. Świetnie. Powędrowałam w stronę łóżka i rzuciłam na nie wszystkie swoje torby.
- Jestem Maia. - blondynka przedstawiła się i utknęła wzrokiem w podłogę. Jest podobna do mnie. Jest zawstydzona tak samo ja ja. Tylko,  że ja już znacznie mniej. - uśmiechnęłam się i podałam jej dłoń.
- Reneesme, a to jest Kylie. - wskazałam na brunetkę przy ścianie i wszystkie zajęłyśmy się rozpakowywaniem swoich manatków.
Przez dłuższy okres,  żadna z nas nie zamieniła ani jednego zdania. Kylie jako pierwsza pokonała tą barierę.
- Um dziewczyny? - zaczęła Kylie,  a ja i Maia skupiłyśmy na niej wzrok.
-  Zresztą nieważne. -powiedziała i skupiła się na rozładowaniu bagaży.
Usiadłam w skupieniu na łóżku,  przyglądając się przyrodzie za oknem. Kylie wyszła. Nie wiem gdzie, nie po informowała nas, a po jakimś czasie i Maia zabrał jej ojciec do miasta. Zapowiada się ciekawe popołudnie. - cicho westchnęłam i ułożyłam się wygodnie na łóżku, ale zaraz potem zasnęłam.
Obudziłam się dopiero w nocy,  przez krzyki dochodzące z pokoju naprzeciwko. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Maia już spała, a Kylie gdzieś wsiąkła.  Cicho westchnęłam i postanowiłam przejść się na dół po wodę. Zdecydowanie jest za gorąco.
Na palcach podreptałam do drzwi i z ciekawości zajrzałam przez dziurkę od klucza, pokoju z którego dochodził ten hałas. Zatkałam usta rękę i z nie dowierzaniem patrzyłam co się tam dzieje.
Nagle poczułam mocne szarpnięcie z tyłu czaszki. Ogromny ból przeszedł przez nerw, przez co lekko się zakołysałam i omało nie upadłam.
- Ładnie to tak podglądać. - wrzasnął i rzucił mną o ścianę,  a ja syknęłam z bólu.
Osoba pochyliła się nade mną, a ja mogłam jej się bliżej przyjrzeć. Był to dość wysoki blondyn, ubrany w czarne skórzaną kurtkę i ciemne jeansy, a na czubku nosa widniały okrągłe przyciemnione okulary. Na sam widok,  strach zaczął we mnie górować. Już po mnie. - przeszło mi przez myśl, ale chłopak od kilku minut nie zrobił żadnego ruchu, a w końcu przyjął prostą postawę.
- Jesteś nowa suko, ale jeszcze raz cię przyłapie, a będzie znacznie gorzej. - zaczął się oddalać, ale zaraz potem zawrócił.
-Uważaj do kogo zarywasz, skarbie. - szepnął mi do ucha,  po czym zniknął za filarem, a zamiast niego pojawił się kolejny cień i zbliżał się w moją stronę.
Nadal się trzęsłam.
- Halo?  Jest tu ktoś? - zapytał ktoś,  a mi ulżyło.
- Oliver.. - szepnęłam i próbowałam się podnieść, ale od razu tego pożałowałam.
Przez całe ciało przeszedł mnie ogromny ból, a z czoła kapały krople krwi. To dlatego mówił,  że będzie gorzej?-pomyślałam,  przypominając się o zajściu sprzed chwili.
- Reneesme? - zapytał niepewnie,  a gdy mnie ujrzał rzucił się w moim kierunku. -  Co się stało?
Milczałam. Nie miałam ochoty teraz rozmawiać. Zbyt bardzo bolał.
Chłopak przytaknął mi po chwili i uśmiechnął się troskliwie,  biorąc mnie w swoje ramiona. Syknęłam z bólu.
- Shhh.. -  ucałował mnie w czoło, a ja wlepiłam w niego wzrok. Moje powieki się powoli zamykały i w końcu przestałam z nimi walczyć.  -  Dobranoc Renesmee.



Tak jak obiecałam rozdział wstawiam dzisiaj. Mam nadzieję, że choć trochę się wam spodoba. Dziękuję osobom, które skomentowały poprzedni rozdział. Jesteście wspaniali. Jak tam po sylwestrze? Nogi bolą? Bo mnie tak. 
Tak w ogóle to Szczęśliwego Nowego Roku. Do następnego myszki.